klasycznagorzka | e-blogi.pl
Blog klasycznagorzka
Klasycznejgorzkiej doświadczyńskiej przypadki. Vol.2 2016-06-07

Wrażliwość mnie wykończy. Naprzemienna depresja z nerwicą. A mimo to jestem wariatką z wielkim poczuciem humoru. Nikt by nie odgadł.      

Wiecie.. ostatnio na anonimowych przeczytałam pewne wyznanie, w które przez długi czas nie mogłam uwierzyć. Jego bohaterką jest dziewczyna z bogatego domu, której nigdy niczego nie brakowało. Żyła in Saus und Braus. Jak to często bywa, w takich domach rodzice są zapracowani, więc na zbytnią uwagę liczyć ona nie mogła. Ukończyła szkołę średnią, wyjechała setki kilometrów od domu na studia. Jednak od zawsze było w niej jakieś dziwne pragnienie bycia sponiewieraną, poniżaną, bitą. Tak, tego nie jestem w stanie pojąć.  Pewnego dnia zatrzymała się przed sklepem, by kupić wodę. Siedzieli tam też amatorzy mocnych trunków, którzy podziwiali walory naszej bohaterki. Dla niej była to dokonała okazja, by spełnić swoje dziwne żądze... i tak stało się, że najpierw ona z nimi zaczęła chlać tygodniami, potem znalazła się w domu któregoś z nich, wraz z pięcioma innymi facetami. Nie muszę dopowiadać co się tam działo. I tak trwać to miało z rok bodajże. Nie wiem też, na ile to wyznanie nie jest zmyślone.
Ale dziś spojrzałam na to inaczej. Dziś zrobiłam coś strasznego. I nie potrafię dobrze wytłumaczyć dlaczego tak się stało... Postanowiłam  usunąć  wcześniej dodany opis całej sytuacji, bo nie jest to coś, czym należy się chwalić. Wręcz przeciwnie. Zrobiłam coś karalnego. Jednak ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu postanowiono nie wzywać policji. 



Wiecie co było najgorsze? Było mi tylko trochę wstyd. Normalnie cała bym się spaliła, popłakała. Na dobrą sprawę nie zrobiłabym tego wcale. Natomiast teraz było mi wszystko jedno. Nawet nie chciało mi się płakać. Nie potrafiłam wycisnąć z siebie kilku łez. Jakbym to ja z boku obserwowała tę całą sytuację. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że to ja. Idąc z powrotem na autobus zastanawiałam się, skąd wzięło się to moje zachowanie... skąd zachowanie opisywanej dziewczyny? Co się ze mną do cholery dzieje?
I chyba wiem skąd to wszystko. Z braku emocji. Z wszechogarniającej pustki. Z chęci poczucia adrenaliny. Bo przecież może nikt nie zauważy, a nóż się uda. Z rozpaczy. Bo przecież czego innego szukałam niemalże upijając się podczas majówki? Czemu ludzie kradną samochody i nimi potem jeżdżą? Dlaczego biorą narkotyki czy uprawiają przypadkowy seks? Jak się okazuje każdy ma swój sposób autodestrukcji.  Ja za swoją ruinę wybieram piwo. Na wskutek różnych bardziej lub mniej znanych reakcji chemicznych w ciele, sprawia, że jestem w stanie wydobyć z siebie jakiekolwiek emocje. Przyczyna tego leży w nudzie życiowej, zaś punktem dojścia jest- zniszczenie samego siebie.
Jest mi cholernie przykro ze swojego powodu. Zawiodłam sama siebie. Tak. Nikt mi nie musi tłumaczyć, dlaczego zrobiłam źle, że grzech i inne tego typu sprawy. Jedyne co, to jest mi wstyd pokazać się w tym samym miejscu. 
 Bałam się tylko o jedno. Spisano moje imię i nazwisko. Wprawdzie nikt nie dostał mojego dowodu do ręki, osób które nazywają się tak samo może być więcej. Adresu też nie znają. Jedyne co, to 4 ostatnie cyfry karty debetowej z paragonu... wydaje mi się jednak, że to teraz, to jedynie ostrzeżenie.

 „Czyż nie wie pani, że istnieją dusze wiecznie udręczone? Potrzebują kolejno marzeń i czynów, najczystszych uczuć i najdzikszych namiętności i tak popełniają wszelkiego rodzaju wybryki i szaleństwa.” — Gustave Flaubert – Pani Bovary


xxx


O istnieniu tego bloga wie coraz więcej osób. Nie zamierzam jednak nikomu z moich bliskich go pokazać. Jak diametralnie mogliby zmienić o mnie zdanie. I tutaj łapię się na kolejnej rzeczy. Jak wielu rzeczy nie wiemy o innych i sobie samych. To jest przerażające i ekscytujące zarazem.


Updated: Thursday, June  9th. 13:29


Już dziś mogę podzielić się względnie dobrymi wieściami. Dwa dni przed sesją (sic!) dowiedziałam się, że jestem w ogóle do niej dopuszczona. To jest jakaś paranoja, bo powinnam być w trakcie przygotowań już od dwóch tygodni, by zdać ją przyzwoicie. A tak będą to wyniki bardzo mierne. Będzie jak będzie. Jednak im dalej w las, tym więcej drzew, toteż i ja widzę bezsens tego, co tutaj robimy. Jeszcze dwa i pół roku temu bardzo pragnęłam studiować. Płakałam wręcz nocami na myśl, że mogłabym się nie dostać, że musiałabym wrócić do domu. A tam.. mieszkają jakby ludzie odcięci od świata. Nieogarniający życia. Zresztą nie muszę wiele opowiadać o mentalności na wsi. Następnie, stopniowo zaczęłam rozumieć wszystko. Nie liczą się moje chęci, lecz kombinatorstwo. Chyba nigdy nie miałam tak złego okresu w życiu jak teraz, kiedy czułam się absolutnie nic nie warta. I jak przejść przez Uniwersytet nie tracąc wiary w życie? Myślałam. Bardzo długo i intensywnie między stosami bezużytecznych notatek i wymyśliłam. To nie jest tak, że fizycznie nie jestem w stanie opanować materiału tak, jak robią to najlepsze w naszej grupie dziewczyny. Na dobrą sprawę nie jestem od nich gorsza. Tu chodzi o coś innego. O wsparcie. Jedna kiedy wraca do domu, czeka na nią narzeczony. Pewnie nie raz powtarza jej, jaka jest mądra, piękna i jak bardzo w nią wierzy. Druga.. nie wiem wiele na temat jej życia prywatnego, ale sam fakt, że wyjeżdża na Erasmusa do Bremy jest motywujący. Każdemu chciałoby się starać podwójnie mając w perspektywie półroczny pobyt zagranicą. Mi zabrakło i jednego i drugiego. Automatycznie poddałam się.  Teraz funkcjonuję w trybie oszczędzania baterii.


W sobotę dla rozluźnienia wyciągnęłam Kate do Hard Rock Cafe. Właściwie to miało być takie pożegnalne spotkanie przed jej wyjazdem do Stanów. Koncert sam w sobie okazał się być niewypałem. Z informacji na fb jasno wynikało, że zaczyna się o 21.00. Na miejscu okazało się, że o godzinę później, ale tak czy inaczej rozpoczął się z pół godzinnym opóźnieniem. Zniesmaczone i głodne wyszłyśmy. Czułam, że Kate jest z leksza zawiedziona. Ja też w sumie byłam, ponieważ ostatni koncert świetny. A może to tylko moje subiektywne odczucie po pierwszym piwie i chęci maksymalnego rozluźnienia. Plan działania był następujący: pojechałyśmy do Tesco, na Kabaty. Z bułami i piwem podziwiałyśmy gwiazdy na wzgórzu na końskim Jarze. Właściwie tutaj ciężko jest dojrzeć jakiekolwiek. Ale raz, pamiętam, udało mi się zobaczyć spadającą gwiazdę zza okna akademika. I to całkiem przypadkowo.


Ach.. ale chciałam jeszcze o jednej rzeczy. Przed wyjściem na koncert poprosiłam naszą akademikową fryzjerkę, makijażystkę o pomoc. Taaak! Choć raz na pół roku mogę poczuć się piękna :P I niby jest miło i przyjemnie, ale w pewnym momencie zaczynam czuć dyskomfort. Zaczęła mi mówić, że tak brwi to ja robić nie mogę, kreski na dole kredką też nie. Że powinnam założyć obcasy i poruszać się tak i tak. Zmienić sukienkę na obcisłą. Nie pierwszy raz próbuje jakakolwiek dziewczyna podważać to, że jestem kobietą. To rodzi bunt. Wstyd. Wyparcie. I wiecie? Zrozumiałam, że ja tak naprawdę tego nie potrzebuję. Naprawdę NIE POTRZEBUJĘ! Czuję się właśnie wolna nie musząc spędzać czasu wybierając podkład, sukienki i innych pierdół. Popatrzyłam w lustro i zobaczyłam całkiem sympatyczną osobę. Z pięknymi, zdrowymi, długimi włosami.     Tak, jestem brunetką z refleksami po ostatnim malowaniu. I chętnie pomalowałabym je znów na rudo. Do tego małe oczy blisko nieokreślonego koloru, które mogłyby być kocimi. Uwielbiam je. Tyle w nich smutku. Przez lata (jak to poważnie brzmi) do głowy mi nie przychodziło i w rzeczywistości nadal nie przychodzi, że wyglądem i językiem ciała można uwodzić, wiele ugrać:np. dostać pracę . No dobra, każdy otrzymał poszczególny zespół genów (genotyp). Kto jest przystojny/ładna miał zawsze łatwiej.To nie jest mit. Lecz fakt. I w sumie tutaj zawsze kończy się moja refleksja na ten temat. Dlatego dzięki tej sytuacji pojęłam, że nie chcę by ktoś mnie próbował zmieniać na siłę. Naprawdę nie zależy mi na podobaniu się wszystkim, gierkach, podchodach. A może głównie na tym, by ktoś mnie tylko przez wzgląd na to zauważał w tłumie. Mam do zaoferowania wiele więcej.


"Czuję się spóźniony, dramatycznie i tragicznie spóźniony. O wiele lat, wiele długich lat, kiedy się na coś, na kogoś czeka."



— Ignacy Karpowicz








e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]