klasycznagorzka | e-blogi.pl
Blog klasycznagorzka
Hallo Lieblingsmensch :D 2015-10-18

Ech.. ostatnio byłam tu dwa tygodnie temu.. jak na mnie długa przerwa. Właściwie to kilka dni zbierałam jakoś myśli, ale zawsze coś, zawsze ktoś. No życie studenckie upływa powoli. Chujowo, ale stabilnie, jak to mówią. Ok, nie wiem, na jakim momencie skończyłam, ale od początku. Aaa i jeszcze jedno, co mi przeszkadza pisząc te notki: Chciałam zawsze, żeby wątki łączyły się w jedną całość Hand und Fuss haben, i dlatego jest to wszystko takie chaotyczne.                                                                                                                                                                                                          Po pierwsze byłyśmy z Go na koncercie M. Było całkiem spoko (oprócz faktu, że ostatnio mdli mnie kiedy jadę wypiwszy wcześniej kawę.. dziwne), miałyśmy dosłownie 10 min żeby porozmawiać z M. Właściwie to ja sama nie wiedziałam co powiedzieć, bo nie znam jej tak dobrze jak Go. Co innego jak kogoś znasz dłuższy czas i jesteś na bieżąco, z tym co się w jego życiu dzieje, wówczas można o czymkolwiek rozmawiać . Sowieso sympatycznie było. Powroty do rzeczywistości są ciężkie, zwłaszcza po weekendzie .Choć w sumie ja jakoś intensywnie ich nie przeżywam czy coś..


Nienawidzę musieć sobie organizować jakkolwiek czas, ale żeby nie siedzieć jak zjeb w akademiku zmuszam siebie do spacerów, naprzykrzam się znajomym itd. Jednego dnia odkryłam całkiem klimatyczny park (podobno tam często są sesje zdjęciowe- swoją drogą chciałabym wziąć w jakiejś udział, choć jak wiemy pięknością to ja nie grzeszę), innego dnia wałęsałam się 4 godziny bez celu szukając swetra po lumpeksach.. w końcu żadnego nie kupiłam. Innego zaś zgubiłam się na Starym Mieście sądząc, że tam nie można się zgubić. Taki chui! Jeszcze innego dnia byłam u kolegi i Cygana, ale nieźle mnie załatwili wysłyłając po piwo z gościem, który jest tak zdesperowany, że ciągle pyta czy mamy jakieś ładne koleżanki... kein Kommentar..  Nauki jest coraz więcej i coraz bardziej mi się właśnie nie chce. Bo już się pogodziłam z tym, że w sumie uczenie się niektórych rzeczy nie ma sensu i trzeba to zaakceptować. Nie chcę póki co myśleć o następnym roku i pisaniu Wissenschaftlichearbeit.. o praktykach ani o niczym.. let it be. Ostatnio byłam u Kate. jak zwykle by posiedzieć godzinę czy dwie, a tu wracam 1:30 :P Kocham to, że drzwi jej mieszkanka są dla mnie zawsze otwarte. W ogóle ilekroć tam jestem, to panuje tam taki spokój, jest dużo przestrzeni, jest porządek, jakieś dziwne poczucie bezpieczeństwa, którego wszędzie rozpaczliwie szukam.  Kate nie pyta, Kate rozumie. Przyjmuje mnie z otwartymi ramionami i sercem, tak przynajmniej czuję. Że siedzimy w jej pokoju, pijemy kawę i uczymy się. Rozmawiamy.Nawet jeżeli to jakiś błahe sprawy, ale jesteśmy tu i teraz. Razem.  Jutro prawdopodobnie przychodzi do aka. Niektóre sentymenty po liceum znikają, a w tym przypadku dopiero po liceum zacieśniamy więzi i to jest piękne, muszę to nauczyć się doceniać.


Poza tym Szanowny wrócił z wojaży, pobył w domu i wrócił do siebie. Wiedział, że będzie mi przykro, więc nie mówił zbyt wiele na temat, jak było. Wie, że sprawia mi to przykrość. To jest miłe z jego strony, że jest tego świadomy, pozwala mi się wygadać, no matter jak trywialne mogą się wydawać moje problemy. Ale jakoś to jest. Mamy siebie i jest dobrze. Nie ukrywam nawet faktu, że psychicznie jest  krucho. Choć mimo wszystko lepiej niż przed poprawkami czy przed studiami. Dzień za dniem. Nadeszła jesień. W sumie to nie muszę nawet się tłumaczyć ze złego nastroju przed nikim. Przecież jest szaro, ponuro, wszystkim chce się spać. Dziś chętnie poszłabym na spacer, porobiła zdjęcia jesieni, liściom. Ostatnio udało mi się nawet zrobić w parku botanicznym. Tyle rodzajów róż to nigdy na oczy jednocześnie nie widziałam. Ostatnio znalazłam po drodze z xerox słoneczniki. Wyrzucili je ze sklepu zielarskiego. A były jeszcze całkiem 'alive', więc uchachana zabrałam je ze sobą i sobie u mnie stoją na parapecie :D Tak, właśnie sama sobie podarowałam kwiaty.  Ale ta jesień też ma coś w sobie, jest kolorowo. Ostatnio coraz bardziej sobie zdałam sprawę czemu lubię spacerować przy świetle latarni: to tworzy taki romantyczny klimat. (no jakaś wyszukana rozkmina to nie jest, ale lubię myśleć o tym co czuję, czemu tak i nie inaczej np: że denerwuje mnie kiedy ludzie plują idąc ulicą.. tego typu zachowań nigdy nie będę w stanie pojąć)


 


"- (...) zdaje mi się w takiej chwili, że to życie mówi do mnie i woła mnie gdzieś w jakieś niezbadane otchłanie. A ja żyć nie mogę i nawet nie chcę - dodała po chwili.



- Zdaje mi się, że pani żyje tak jak my wszyscy - odrzekł Bungo



- O nie, panie Bungo (...) Ja nie żyję. To się tak wydaje. Tam gdzieś jest życie, a ja patrzę."



Stanisław Ignacy Witkiewicz - 622 upadki Bunga, czyli Demoniczna kobieta


*********************************************************************************************************************


 



"Internet nie oferuje tranzytu emocji, więc ja mogę sobie pisać, a wy i tak nie odczujecie tej bezsilności, pustki, smutku, przygnębienia, strachu, niepotrzebne skreślić bądź nie. Nie oferuje też tranzytu ciepła, a jak śpiewał Młynarski a po nim Gaba Kulka: memu ciału wystarczy 36,6 mojej duszy potrzeba znacznie więcej. Nie ogrzeją nas więc słowa, jotpegi, piosenki na jutubie, nic z tego, totalnie nic. Może grzejniki, może dłonie na dużym kubku herbaty, może kot. Ale nie internet, mimo najszczerszych chęci.



Przez sieć nie prześlesz dotyku, dłoni na biodrach, ust na karku, czy po prostu szczerego uścisku, gładzenia po policzku. Truizm, to oczywiste, ale wirtualna rzeczywistość opływa w słowach, słowa tworzą metafory. A metafory są niebezpieczne, wiedział o tym mój człowiek Milan Kundera. I można sobie coś wmówić, można czegoś chcieć. Bo prawie wszyscy się boją, prawie wszystkim zimno, bo to jest możliwie najgorszy miesiąc dla tych, którzy kładą się spać w pustych łóżkach, tuląc się do zimnych ścian. Na nic koce, swetry, hektolitry wrzątku i nadrabianie miną. Akceptowanie braku, oswajanie straty, negowanie niedoboru."   NO DOKŁADNIE TAK :(


aa






 





Wszystko jedno. 2015-10-05

        mhm od czego by tu zacząć.. chyba od samego początku, czyli powrotu na rejony bufonowatego miasta zwanego stolycą. Znaczy nie dziś wróciłam, ale musiałam nieco ochłonąć, pomyśleć, jakoś zebrać myśli. Droga wydawała mi się nawet krótsza niż zazwyczaj, choć i kierowca przyspieszył, bo widziałam na liczniku 100km/h oj, nieładnie Panie kierowco. Najpiękniejsza część czyli dźwiganie toreb jest najlepsza. No ale mrówki dźwigają ciężar ileś tam razy cięższy od siebie i nikt nie narzeka, więc spoko.      Generalnie pokój mam w tym roku chujowy. Nie podoba mi się ustawienie mebli. Zazwyczaj w pokojach wszystko jest tak ustawione, by miało sens. A tutaj to średnio. No ale przy odrobinie czasu można to zmienić.. współlokatorki nawet spoko. Z lingwistyki, więc uczyć się będą. Ale twarze raczej nowe, integracyjne melo, na które nie chce mi się nawet swojej osoby wysilać. Do czego właściwie? Do sztucznych uśmiechów, opowiadania ciągle tej samej historyjki o sobie, z której raczej nic dobrego nie wynika. yyyy za takich znajomych, którzy będą mi się kojarzyli tylko z chlaniem w aka podziękuję. No właśnie w tym roku to nie wracałam do aka jak do domu. Nawet do domu  nie jak do domu. W internacie to było coś. Ps. wydaje mi się, że pamiętam smak niektórych potraw tam "serwowanych". Ale szkoła blisko, wszystko blisko, ludzie i czas inny, po powrocie ciepły obiad na stołówce. Jakoś się to kleiło. Teraz raczej słabawo.     Zrobiłam też zakupy w sklepie, w którym pracowałam i już te liderki się tak chujowo bez przerwy pytają, czy nie chcemy wrócić. Ile to one nie oferują itd. Wiem, czym jest okupione to bycie miłym.. ludzie tam dostają za to opierdziel cały czas.. mają rozmowy u kierownika, donoszą na siebie.. Mam ochotę dać im po plaskaczu. Przecież jak kurwa mówię "nie" to wiem. Poza tym i ona wie, że ta umowa z agencji pracy namieszała. Ale wiadomo, kto by bulił, gdyby były problemy. Pogadałam z kolegą z warzyw, dzieję się tam dziwne rzeczy. Robią im zebrania dwa razy dziennie na temat tego, co mają mówić, uśmiechać się itd. INDOKTRYNACJA na całego. Odeszłyśmy w odpowiednim czasie, I see. 


to be continued..


05-10-2015 No tak, wiedziałam, że dziś ta notka będzie brzmieć nieco inaczej, ale dobra, jakoś to będzie. A więc ciężko mi się i tu wracało. Dziwnie się czuję w tym mieście. Ludzie sukcesu, karierowicze itd. Zaczyna mnie to irytować, że nagle wszyscy na siłę chcą być instruktorami zumby srumby, tańców itd. Wszyscy robią milion rzeczy na raz, mają milion fachów i prac łatwionych przez znajomych.  Taaaaak, przemawia we mnie swego rodzaju zazdrość, bo wiem, że nie wszyscy mają równy start.  Fakt, zapotrzebowanie rośnie na tego typu aktywność, ale mam wrażenie, że po częśći (nie we wszystkich przypadkach) to jest takie wymuszone. Że takie yolo, bądźmy fit, fajni, uśmiechnięci. Aaaa i nie można zapominać o wstawianiu zdjęć z siłowni/sali treningowej/ endomondo, albo że upiekłam fit zbożowe z gunwa ciasteczka, czy jaką zrobiłam bezkaloryczną sałatkę. Serio, czy kogokolwiek to interesuje.. Zawsze miałam wrażenie, że robi się to dla siebie czy innych jeżeli się te zajęcia prowadzi, a nie po to, żeby zbierać lajki, ale to tylko moje zgłuszone w tłumie zdanie. Potem wkurzają mnie te modne lale: Channel, Mark & Spencer itd A powiedzieć trzeba, że nie ma brzydkich kobiet, są tylko niedofinansowane. Więc sobie myślę, że lepiej by mi się płakało w futrze Modo z torebką Wittchen, ale nie chcę mi się przewalać tyle hajsu na takie pierdoły. Plus mam wrażenie, że Blondyna patrzy na mnie z pogardą. No niektórzy potrafią tylko wyglądać i to w sumie tyle. Ale nie o niej miała być na pewno ta notka, choć prawdą jest, że jakoś czasem nie mogę na siebie w lustrze patrzeć i się nie dziwę się wręcz czemu się u mnie dzieje tak a nie inaczej w życiu, no ale trudno..        Dwa pierwsze dni na wydziale były takie sobie. Lekcje organizacyjne są zwalone, zamiast robić normalny materiał to po 40 minutach wypuszczają.. ja jebie. W czwartek nawet jedna baba nie przyszła. Grama ang obiecująca^^. Na łacinie może przyszpącę, skoro się jej uczyłam przez 2 lata. Academic writing będzie sympatyczny, angol w biznesie też spoczko. Nie chcę się źle nastawiać, bo teraz mogą być jakieś konkretniejsze rzeczy. yyy prawo spadkowe po niem.. może być ciężko.   yy słabo mi się dziś to pisze, ale wczoraj byłam padnięta. Bo stwierdziłam, że muszę się sama zmuszać i wychodzić gdzieś w te weekendy, więc a to jedna koleżanka z pracy, a to druga. Dziś Cygan zaprosiła mnie na winko, więc może być zabawnie :D Super było ją zobaczyć po półtora rocznej przerwie, a teraz mieszkamy w jednym mieście. :D  Do Szanownego nie pisałam od tygodnia. Nie chcę mu przeszkadzać, bo teraz wojaże, melanże itd. Ale szczerze chyba nie mogę na te zdjęcia z wycieczek patrzeć. Nawet wczoraj zastanawiałam się czemu. Czy, że tego czasu nie poświęca mi? yyy nieeee. Że obawiam się, że ma tam lepszych przyjaciół to prędzej. Ale smutno mi w chui, że spędza czas dużo lepiej ode mnie. On to ma ciekawe życie. Pewnie po wszystkim będzie chciał się skontaktować, podzielić wrażeniami.. jakoś średnio będzie mnie to zajmować, ale przecież nie mogę się na nim wyżywać ani nic.


Wczoraj widziałam się z Moniką, właściwe ni stąd ni zowąd przyszła do aka. Nie sądziłam, że spotkam osobę, która będzie mieć bardzo podobne poglądy do moich. Między innymi, że ludzie zyją byle jak. Bez ambicji. Bez celów. Zadowalają się byle czym. Byle jakoś. Byle do jutra. Że i my chyba nie mamy żadnego sensu w tym wszystkim. Że kiedyś musiało być lepiej. Teraz ludzie łatwo się gubią, bo mają zbyt wiele możliwości. Kiedyś wręcz przeciwnie a mieli jakoś bardziej konkretne cele. Ba, kiedyś to facet się starał o dziewczynę, wyglądał jak należy, zachowywał się jak należy- przynajmniej mi się tak wydaje.  Teraz to brak mi słów na to, co ja widzę na tych ulicach. Jakieś cipy w rurkach i to coraz więcej tego wychodzi-- kto takie trendy ustala to ja nie wiem . No i albo gamerzy i no life. No i pospolitus ruchacz. Taaaak, wiem, nie można tak szufladkować ludzi, ale to na ten czas moje obserwacje. Albo czemu dziewczyna to puszczalska a facet "to wow, szacun, tyle laseeek, gościu, propsy" No tego, to ja kurwa nigdy nie ogarnę. Ale chyba w tym moralnym bagnie najważniejsze to być sobą, nie dać się zwariować i nie zatracić własnych wartości i przekonań.


*********************************************************************************************************************



"Słyszałem wiele takich tekstów przez całe życie, typu: Człowiek się uczy na błędach. Co nie zabije, to wzmocni. Podróże kształcą. To wszystko nieprawda.
Nie podpisałbym się pod tym i moim dzieciom bym tego nie powiedział. Bo jestem psychologiem od 25 lat i znam ludzi, którzy potrafią 10 lat walić głową w ścianę. I ciągle są zdziwieni, że ich głowa boli, a ściana stoi. Także człowiek się uczy na błędach wtedy, kiedy wie, że je popełnia. Podróże kształcą? Tak, ale tylko wykszta łconych ludzi. Ludzie jadą do Egiptu, stoją pod piramidami i mówią: Patrz, jaka niska, wyższa się wydawała. I to jest koniec refleksji na temat 3 tysięcy lat historii. Jadą do Meksyku i na pytanie ‚Jak było?’ mówią: Meksyk jak Meksyk, ciepło było. (…)
No i co nie zabije, to wzmocni. To nieprawda.
Co nie zabije. to nie zabije, wcale nie musi wzmacniać.
Potrafi sponiewierać i zostać na całe życie




Jacek Walkiewicz


********************************************************************************************************************




"



"Nie umiem wyrazić tego, co bym chciała. Ostatnio ciągle tak jest. Staram się coś powiedzieć, ale do głowy przychodzą mi tylko nieodpowiednie słowa albo całkowicie różne od tych, które mam na myśli. Próbuję sama się poprawić, lecz wychodzi tylko gorzej. Tracę wątek. Tak jakbym była rozszczepiona na dwie i sama ze sobą bawiła się w berka. Po środku jest wielki słup i gonimy się wokół. Tamta druga ja zawsze zna właściwe słowa, lecz ta ja nigdy nie może tej drugiej złapać."



Haruki Murakami "Norwegian Wood"


********************************************************************************************************************


"Pewnego dnia zrozumie pan, że we wszystko można uwierzyć – powiedziała.
– I zrozumie pan ku swojemu ubolewaniu, iż nie jest to kwestia inteligencji ani wyobraźni, a tylko czasu.



— Marek Hłasko"


08-10-2015 00:18 Nie chce mi się tworzyć nowej notki nawet. Napisałabym coś mądrego, ale jakoś brakuje weny. Chciałam nawet wziąć się, wypisać listy słówek czy obejrzeć jakąś fajną bajkę po angielsku, ale brakuje mi sił. Nawet nie to, że jestem jakaś mega przemęczona, bo to dopiero przede mną, ale jakoś jest mi wszystko jedno. Nienawidzę tego uczucia. Zwłaszcza, jeżeli utrzymuje się przed długi czas. Smutno mi, Boże, ale ja nie mam już celów. Oczekiwań. Nadziei. Najchętniej leżałabym w łóżku i patrzyła w sufit. Ba, a tu jakoś trzeba przeżyć przynajmniej 60 lat życia. Ech..I w ogóle mam wrażenie, że jestem człowiekiem bez osobowości, pasji, bez przyszłości. Jak roślina. Jak zawieje tak poleci.


"Nagle zdajesz sobie sprawę, że wszystko się skończyło. Naprawdę. Nie ma już powrotu. Czujesz to. I próbujesz zapamiętać, w którym momencie to wszystko się zaczęło. I odkrywasz, że zaczęło się wcześniej niż myślisz. Długo wcześniej. I to w tej chwili zdajesz sobie sprawę, że to wszystko zdarzyło się tylko raz. I nieważne jak bardzo się starasz, nigdy nie poczujesz się taki sam. Nie będziesz już nigdy czuć się jak trzy metry nad niebem."  no właśnie..


*********************************************************************************************************************


"Nie obiecuję Ci, że zapomnisz. Nigdy nie zapomnisz, ale nauczysz się żyć z tą świadomością. Będziesz mogła patrzeć na niego i słuchać jego głosu, a później odejdziesz by pocałować człowieka, który zajmie jego miejsce. Nie obiecuję Ci, że już nigdy nie będziesz o nim myślała. Będziesz, ale ze spokojem... Obiecuję Ci, że nauczysz się żyć bez niego."


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]