klasycznagorzka | e-blogi.pl
Blog klasycznagorzka
"Powracamy w mury... 2015-09-25

Dziś odwiedziny w mieście P. Krótkie one były i nie miały takiego charakteru, jak sobie wyobrażałam. Odwiedzilismy polonistkę, była ciekawa, co tam u nas, każdemu z osobna i wszystkim razem poświęciła z 15 min. Wiadomo, cieszyła się, bo to fajnie jest mieć do kogo wracać, nawet jeżeli nie zawsze pałało się miłością do tej szkoły. Stwierdziła, że na tych studiach jakoś ożyliśmy i jakby jesteśmy bardziej zadowoleni z życia.. nie powiedziałabym.. no po pierwsze może z tego, że już nie jesteśmy w tej szkole, a po drugie przecież kiedy się z kimś długo nie widziało (też zależy z kim) , to ciężko nie tryskać entuzjazmem. Ale wiadomo, przez rok u każdego się coś pozmieniało, ktoś zmądrzał, a ktoś wręcz przeciwnie zboczył z dobrej ścieżki. No krótko mówiąc miejsca zmieniają.


Potem był pan J. Jeju, mój mentor języka angielskiego pod względem wymowy, akcentu nooo wszystkiego dosłownie :D Kochany, śmieszny, taaak, również zboczony. Jak się cieszył, że przyszłam. Wgl zdziwiłam się.. dostałam buziaka od byłego nauczyciela.. może ja jakaś nienowoczesna jestem czy coś.. W sensie jestem przyzwyczajona do zachowywania dystansu mimo wszystko, ale bardzo się cieszył i tak dalej.  No i cieszył się, że jednak UW a nie UKW. Że przełamałam blokadę mówienia. Opowiedziałam mu jakie mam przedmioty. Jarał się bardzo. O poprawkach. Jarał się moimi studiami bardziej niż ja sama.. ale możliwe, że również cieszyłabym się, gdyby moi podopieczni spełniali moje marzenia, coś czego ja nie mogłam itd Chciałam powiedzieć wiele więcej, o tym, że pewnie tym tłumaczem to nawet nie zostanę.. że ta nauka to jest trochę utopijna, że momentami to niezła komedia i tragedia. Że nadal nie wyobrażam sobie bronienia się i nawet procesu pisania pracy lic po niemiecku. Że coś tam sobie i nawet myślę o tym Erasmusie, że jakieś praktyki itd.  Ojej, do takich ludzi to bym na skrzydłach biegła na wydział. :D Pogadałabym naprawdę dłużej, ale czas naglił i sam miał lekcje w tym czasie. I on i większość ludzi robią sobie większe nadzieje po tych studiach niż ja sama.


No tak, i sobie spędziliśmy z ludźmi trochę czasu, ale w sumie to wszystko w biegu było, wiadomo, każdy tam miał swoje jakieś sprawy. Więc na szybko jeszcze się nad Wisłę podjechało. Myślałam, że na lajcie posiedzimy, obalimy po piwku i poczekamy na zachód Słońca. Wgl to liczyłam, że się jakoś wzruszę, powrócą wspomnienia.. a tu jakaś pustka.. jakby ktoś mi zabrał to wszystko.. jakoś tak trochę obco.. jakbym i ja po raz pierwszy przyjeżdżała tu się uczyć..a przecież znałam część tych ulic, pamiętam, dokąd się chadzało itd.. Naprawdę dziwne uczucie. Mam jeszcze plan zabrać tutaj Go. Choć na chwilę. :)


Żyłem, jak żyłem. Bez poczucia podporządkowania się jakiejkolwiek całości. Kawałkami, fragmentami, strzępkami, częstokroć chwilami, można by rzec, na wyrywki, od przypadku do przypadku, jakbym odpływał, przypływał do siebie, odpływał, przypływał. Czasami miałem wrażenie, że ktoś z tego mojego życia powyrywał większość stron, czy dlatego że były to puste strony, czy dlatego że należały nie do mojego, lecz raczej czyjegoś życia.""


— Wiesław Myśliwski


 


"Miłość dla mnie jest wielką rzeczą. Zakochać się można raz. Można być później zakochanym, można kochać. Ale ta prawdziwa miłość jest tylko jedna. Nawet jeśliby ta osoba, którą się kocha, zrobiła nie wiem co, to i tak, choć może w inny sposób, będzie się ją kochać. Bo prawdziwa miłość jest czymś tak wielkim, że nie da się jej zniszczyć niczym. A ludzie, którzy nie potrafią kochać, są bardzo nieszczęśliwi. Bo kochać, to znaczy być oddanym tej osobie do końca, to znaczy że wszystkiego tego, czego chciałbym dla siebie, chcę także dla tej drugiej osoby. Taka według mnie jest miłość czy też definicja miłości. Ale może kobiety inaczej kochają?"


 



"Kazali nam wierzyć, że miłość, ta prawdziwa, zjawia się tylko jeden raz w życiu i do tego zazwyczaj przed trzydziestym rokiem życia. Nie powiedziano nam, że miłość nie jest sterowana i nie przychodzi w ściśle określonym czasie. Kazali nam wierzyć, że każdy z nas jest połówką pomarańczy, że życie ma sens tylko wtedy, gdy znajdziemy tę drugą połowę. Nie powiedziano nam, że rodzimy się w całości, że nikt w naszym życiu nie zasługuje na to, by nieść na swoich barkach odpowiedzial...ność za dopełnienie naszych braków: rozwijamy się w sobie. Jeśli jesteśmy w dobrym towarzystwie, to jest to po prostu przyjemniejsze.



Kazali nam uwierzyć w formułę ‚dwa w jednym': dwoje ludzi, którzy myślą tak samo, zachowują się tak samo, że jedynie tak to działa. Nie powiedziano nam, że to ma swoją nazwę: anulowanie siebie; że jedynie osoby o własnej osobowości mogą budować zdrowe związki. Kazali nam wierzyć, że małżeństwo jest koniecznością i że pragnienia ‚nie o czasie’ muszą być stłumione. Wmówili nam, że piękni i szczupli są bardziej kochani, że ci, którzy uprawiają mało seksu są zacofani, a ci, którzy uprawiają go zbyt wiele nie są wiarygodni.


Kazali nam wierzyć, że istnieje tylko jeden przepis na szczęście, taki sam dla wszystkich, i ci, którzy starają się go ominąć, skazani są na marginalizację. Nie powiedziano nam, że ten przepis nie działa, frustruje ludzi, alienuje ich i że istnieją inne alternatywy. Ach, nie powiedzieli nam nawet tego, że nikt nigdy nam tego nie wyjaśni. Każdy z nas odkryje to na własną rękę."


— John Lennon




Niebezpiecznie jest wierzyć, że coś trwa wiecznie 2015-09-20

Także ten. Wracam po kilku dniach spędzonych w miasteczku S. Powiem, bardzo sympatycznie i jak zwykle ciężko znów wrócić do rzeczywistości.I dobrze jest dodać, że tę nieszczęsną historię zaliczyłam na 3+.. uczyłam się tydzień z dołkami i załamaniami, więc to było jak najbardziej do ogarnięcia i gdybym się interesowała na serio, może bym lepiej sobie na tym przedmiocie radziła. Tak uwielbiam na koniec stwierdzać, że to co wydaje się takie ciężkie, potem wcale takie nie jest. Tylko ten cholerny strach. Blokada. Wszystko zaczyna się w głowie.


Dni w miasteczku S upływały leniwie i nawet dobrze, że czas płynął wolniej. Każdego ranka byłam budzona przez sześcioletniego M piosenką: Now it's time to say hello, say hello, say hello, hello to everyone" no nie powiem, miło bardzo. Jedliśmy razem śniadanie, M był odwożony do szkoły, o szesnastej odbierany. Rysowaliśmy razem obrazki (jakoś udało mi się namówić go na rysowanie), zabawy na dworze. Ale w pewnych momentach rozwalał mnie całkowicie. Np kiedy chciał żebym powiedziała mu co jest napisane na plastikowej tubie z dwuznacznym niemieckim napisem, powiedziałam mu, że beee, że jakieś brzydkie te napisy. M patrzy wytrwale na mnie mówiąc:" A Ty wiesz wszystko po niemiecku..." hahahaha taka wiara :D Jestę mentorę dla sześciolatka normalnie :D   albo przy wczorajszym pożegnaniu wyprzytulał mnie i wycałował i w samochodzie patrzył i nie chciał puścić mojej dłoni.. tak coś drgnęło i mi się też przykro zrobiło.. taaaak, wiem, na ogół to ja tych dzieci i tak nie lubię i własnych auf keinem Fall  :P :P i tak machał i wysyłał te buziaki. I tak dziwnie, bo kurde, że on się do mnie nawet PRZWIĄZAŁ jakkolwiek, wow, nie podejrzewałam raczej ludzi o taki odruchy wobec mej osoby .  Mądrutki przyszły inżynier :D I chyba mój pobyt poprawił atmosferę u nich w domu, tak mi się trochę bynajmniej wydawało. Wgl to był taki sielankowy obraz domu. Ogród, dmuchany basen, drzewka, pachnące suszące się pranie, zapach obiadu, prawie nieskazitelnie czyste mieszkanie. M nie zawsze był posłuszny, ale mega rozwaliło mnie, jak mu tłumaczono, że on musi być grzeczny, a rodzice są po to, by słuchać jego potrzeb a nie po to, żeby karać. wow.  Wgl dzieciom się nie mówi, że one są ważne, że ważne jest to, czego chcą, co czują, żeby były mądre i szczęśliwe, tylko nakręca się je od początku na wyścig szczurów, albo w ogóle ma się je gdzieś.  Poza tym  nagle dziś mnie olśniło, czemu denerwuje mnie bałagan, brud wszechobecny i momentami straszna potrzeba sprzątania w domu (taaa, Karolina nie powiedziałaby żebym była do tego wyrywna, ale to subiektywne jej odczucie) Bo bałagan to chaos, chaos to coś poza kontrolą, coś niepewnego i brak poczucia bezpieczeństwa, coś czego nie mogłam pojąć, a tego szukałam. A brak poczucia bezpieczeństwa wywołuje bezradność, niepewność o przyszłość, smutek i nawet depresję. Ot, rozgryzłam jedno z uczuć, którego nazwać nie umiałam. Może nie jest to dobrze tak w słowa ubrane, ale kit. No i oczywiście bida z nędzo, bo pralka się psuje, lodówka do wymiany.. znów kurwa raty, kredyty sryty. Wieczna klątwa jakaś, że u nas się ciągle coś psuje zaczyna mnie irytować.. no i oczywiście zaraz się zaczyna rok akademicki. Plan zajęć od zajebania, bo przecież można porobić okienek milion pięćset a potem licz na cud o zapisanie się na wf wieczorem. Paranoja z tymi rejestracjami. Ustawią Ci plan, tak byś nic nie znalazł, a jak znajdziesz, rozbiorą Ci miejsca.A potem módl się o cokolwiek, by nie musieć płacić za te płatne porąbane zajęcia. Tak, system taki dobry...-,-    już czuję, jak z chęcią zapiedzielam na ten wf po zajęciach... I wgl się już obawiam, że będzie ogólna zamuła, zero życia, wyjść i chujnia z grzybnią mówiąc krótko. I że zamuła, że nayebongo w akademiku i rozpacz.. a przecież nie można tak :/ I znów ledwo żywa i zajebana będę łazić na te zajęcia, choć w sumie nic konkretnego jak grzebanie w necie nie robiłam.. to też jest irytujące..


aa i coś, ze niby Szanowny miał zadzwonić.. bynajmniej tak mówił, poszedł na zakupy i nie wrócił.. mhm złapali go jacyś Turcy czy inni imigranci? niee, dobra beka. Pewnie znalazł jakiś lepszy sposób na sobotę niż siedzenie na linii ze mną na linii i w sumie nic dziwnego. Zła nie jestem aż tak mocno.  Pewnie ekscytowałby się tym Izr, a tak przynajmniej nie było mi przykro słuchając tego.


"Wstajesz i czujesz się jak gówno, patrzysz w lustro, wyglądasz jak gówno, kładziesz spać – nadal gówno. I tak every-kurwa-single-day. Jesień to okres, w którym perfekcyjnie władam językiem desperando – nadużywam partykuły nie z czasownikami, rozkoszuję się kropkami nienawiści, stawiam na zbyt mocną artykulację. Dajcie mi tu gieroja, który robi to lepiej ode mnie. Leżeć cały dzień w łóżku, jaka to oszczędność czasu. Brak akcji. Trzydziesty dzień z rzędu biomet niekorzystny, czarne chmury. To się zdarza w dzisiejszym świecie, serio. Są oni, jesteś ty. Chlastam się smutnymi piosenkami, dostrzegam zewsząd niemiłość, chowam pod kołdrę z prawdziwego pierza, dziś już nikt takich nie robi. Z chęcią podpowiem, jak na pięć sposobów spieprzyć ciasto, ale nie powiem ci, jak żyć. Bo otóż skończyła mi się ochota na egzystencjalną łobuzerkę. I mówię do swojej głowy, weź chodź, abdykujmy. Czekam aż wszystko minie, bo właśnie nadeszło kiedyś i nic się nie zgadza."



Wojciech Kuczok


22 września, 19:01


no, jesienią przynajmniej nie muszę udawać, że jestem cały czas happy, jak Ci ludzie sukcesu ze stolycy. Za tydzień wracamy. Mo mówi, że ten rok będzie super, że ona to czuje, że będziemy się dużo widywać i będzie fajnie, że wolontariat. W sumie nie jestem jak Go, która ma czas na milion rzeczy, ale na coś na pewno bym miała. Gdybym tylko chciała. Miała motywację. No i nie wiadomo, jakie te zajęcia nowe i wykładowcy będą i jak to będzie funkcjonować znowu. I chyba trzeba się zintegrować nieco z grupą.. Ale w tym roku mogę powiedzieć, że są jakieś pojedyncze osoby, z którymi będzie można wyjść.  Ale tak ogólnie muszę stwierdzić po dłuższych obserwacjach, że chyba mądrzeję, widzę i czuję więcej. Nawet moje notki w porównaniu z tymi sprzed pół roku czy roku są poważniejsze, a ja dojrzalsza. Nie jestem już głupiutką licealistką, której och i ach świat się zawalił, bo słabo, bo broken heart i katastrofa na miarę tupolewa..  no fakt, nie jest łatwo, jest tak a nie inaczej. Może myślę trzeźwiej, szerzej..  Tylko, że pojawia się inny problem, Im więcej pojmuję na czym wiele rzeczy polega i w co się "gra", tym bardziej się obawiam o sens tego wszystkiego, co czynię. Nie jest łatwo. Ale wszyscy mają ciężko. oo, właśnie Monika napisała "będzie dobrze" T powtarza to też cały czas. Bo chyba wszyscy chcą wierzyć, że będzie dobrze. Jakkolwiek, ale do przodu. Aaaa i przedwczoraj nie mogłam spać. Omg od 22 do 6 się męczyłam. I jak zwykle myślałam o wszystkim i niczym. Np o tym czemu lubię spać w wełnianych skarpetach. HAHAAHAHHA taaaaaak :D Bo ja rozkminiłam. Kiedy narzucę na siebie kołdrę, koc po szyję i te skarpy to jest tak ciepło, i takie poczucie bezpieczeństwa na zawołanie. I nagle wiesz, że nic złego Ci się nie stanie. Niech się pali, wali, błyskawice i grady. Taka tarcza obronna. +50 do ataku, +40 do obronności, +30 do pełni szczęścia, jeżeli w danej chwili raczę się kakao, czekoladą czy gorzką, mocną herbatą :D  Tak siedzę i odpływam. :) A wczoraj sobie jeździłam rowerem i też się dobrze z tym czułam, mijałam pola, łąki, lasy, zachód Słońca. Nie odczułam nawet tak bardzo tego dystansu, jak kiedyś pokonując go przez sześć lat autobusem. Kurde, serio rzadko jeżdżę na rowerze. I wgl rzadko coś dla siebie robię. Za mało słucham siebie, swoich pragnień i potrzeb. I potrzebna jest pokora i cierpliwość.


Wiesz co tobą jest nie tak Panno „Kimkolwiek Jesteś”? Jesteś tchórzem. Nie masz odwagi. Boisz się powiedzieć: „OK, życie jest jakie jest”. Ludzie się zakochują, należą do siebie, bo to jedyna możliwość, żeby być szczęśliwym. Nazywasz siebie wolnym duchem, dzikim stworzeniem. Przeraża cię to, że ktoś wsadzi cię do klatki! Ale ty już jesteś w tej klatce! Sama ją zbudowałaś. I nie jest ograniczona przez Tulip, Teksas czy inne miejsce. Jest wszędzie tam gdzie ty. Bo nieważne gdzie pobiegniesz, skończysz w tym samym miejscu!


- Śniadanie u Tiffaniego"  ---------> tak, to jest jeszcze inny problem, ale czy się rozwiąże, czas pokaże.


+ czytam sobie swoje poprzednie notki i myślę "O cie chui, ale ja pierdzielę tu jak poparzona, ahaha co za rokminy, teksty..  tak się zachowywać nie należy!!" W sensie trochę beka. Że mam ciągle inne zdanie. Raz się żalę na maksa na Szanownego, a raz że cacy. Aż mi się szkoda go zrobiło, tak czytając to wszystko. Matgo.. no ale ,musiałam swoje się wypisać i poużalać. Ale teraz jestem inną osobą, a jeszcze lepszą chcę być :*


Dojrzałem. A splecione ręce nie były już oznaką nieskończoności. Stanowiły jedynie o sile przyzwyczajenia. O tym że tu i teraz, chcemy się trzymać blisko. My. Walczący o więź ludzie. Których paradoks życia polega na tym, że nic nie trwa wiecznie.
Żebyśmy nie wiem jak mocno kochali i walczyli, to potrzebna jest świadomość końca. Świadomość rozpadu. Chcąc nie chcąc, przychodzi chaos i ból. Wszystko poprzewraca się do góry nogami, rozmowy ucichną i będziemy chodzić w nieszczęsnych grupkach ludzi. Ale dopiero kiedy o czwartej nad ranem, poczujemy chłód pościeli, a bliskość fizyczna będzie jedynie wspomnieniem. To myślę że właśnie wtedy, przez bardzo długi okres, człowiek będzie deptać swoją własną ścieżkę Na którą nie wpuści nikogo. Aż do momentu, gdy znowu zaufa. Bo historia zawsze zatacza koło (...)


-Kodeina/Czwarta nad ranem  WŁAŚNIE TAAAAAK!



"



Zimny prysznic 2015-09-12

Także ten. Jedną poprawkę przeżyłam. Dialog w parze z osobą, której najmniej się spodziewałam, ale wyszło nawet w porządku. Szkot się uchachał pomimo braku połowy zęba i miła pani I.B. Nie wiem, co z HIKSA, ale uczyć się uczyłam, napisać napisałam. Teraz tylko czekać. Nerwy opadły na szczęście. Przez pracę schudłam do 45.8. Przez tamten tydzień to prawie nie jadłam przez te nerwy. W końcu mogłam wrócić spokojnie nach Hause. Tak, to był krytyczny tydzień, kiedy nie wiedziałam co robić: uczyć się, nie uczyć, uciekać, zmieniać studia czy co.. nadal tego nie wiem, ale wtedy była taka kumulacja uczuć, że musiałam to wypłakać i wygadać. Na szczęście Szanowny był zur Seite :) naprawdę bardzo dobry gest był to z jego strony.I jest podwójnie czy potrójnie żal, że go tutaj nie ma. I chyba po raz drugi w ciągu naszej przyjaźni, aaa sorry, trzeci lub czwarty rozmawiamy tak mega poważnie i szczerze, ale to jest dobre.  Poza tym poszłam tydzień temu na mszę. Tak, byłam nie tyle, co zdesperowana, co zagubiona i nie wiedziałam co czynić. Msza okazała się być dla mnie najkrótszą niż kiedykolwiek.Ale była ulga.  I szukałam słów dla siebie: Effata, otwórzcie się! Nabeczałam się co głupia, ale muszę dalej szukać sensu, by to wszystko nie było takie puste. Monika mówi, że mamy siebie i że ten rok akademicki nie będzie taki zły. Plus liczę na jakieś spoko towarzystwo w akademiku. Dziwnie było mi go opuszczać, a przecież wracam za ponad 2 tygodnie. Droga ze stolycy do miasta P szybko mi zleciała, ale potem dłużyła się niesamowicie. Mijaliśmy pola, łąki, lasy, no ładnie. Odprężająco.


Ale jak zwykle trzeba wrócić do rzeczywistości itd więc przeżyłam szok przekraczając próg domu.. jest w stanie tragicznym mimo iż po remoncie. Dobra, nie mogę się tam zbytnio wczuwać emocjonalnie. Ale momentami myślałam, że się popłaczę.. wyschnięta trawa, marne ziemniaki i rata kredytu na remont domu.. że nagle będzie totalny upadek.. że ledwo się zamknęło pierwszy rok studiów, a już trzeba je rzucać i pracować w czymś chujowym i zapomnieć o studiowaniu :/ I taki kontrast: ja ze swoimi małymi oszczędnościami, bez kredytów i zobowiązań, oszczędzająca na każdym kroku, w za małym, ale całkiem czystym pokojem w akademiku i tutaj, że smuteg, bida, że rata na drynację, prąd, wodę i takie tam. I kolejne zderzenie: stolycowi karierowicze mówiący o kolejnym urlopie w Chorwacji, Grecji czy Ibizie, pomysłach na interesy, o nowych pracach, praktykach, o melanżach, szybkich randkach i przygodach. O wyprzedażach w Mohito czy Bershce.   Tak, jak to cudownie nazwał Szanowny problemy luksusowego świata. I tutaj o tym komu się dziecko na wsi urodzi, kto na zapowiedzi dał, który sąsiad jeszcze ziemniaków nie wykopał itd.. ani jedne ani drugie problemy mnie nie zajmują.. wręcz odnaleźć mi się ciężko w każdym ze środowisk. Wczoraj widziałam się z Li. Jeju, jak cudownie było się z nią spotkać. Porozmawiać, pośmiać się. Może nie promieniowałam entuzjazmem zbytnim, bo słaby czas w życiu itd Ale chciało mi się wyć, kiedy się rozstałyśmy. Na szczęscie jeszcze się zobaczymy i jak się uda ustalić, to w więszym gronie w mieście P.




"Pat zawsze była w miarę rozsądna, ale żądna miłości, neurotyczna i nieszczęśliwa.
Pamiętam ją, jak siedziała na balkonie w za dużym swetrze z rękawami naciągniętymi
na dłonie, może paliła papierosa, w każdym razie pytała: „czy w ogóle istnieje coś
takiego jak miłość?” i chodziło raczej o to, że jest wydrążona boleśnie w środku. Że
woli raczej być sama. Że świat zamknięty w jej układzie nerwowym nie wydostaje się
na zewnątrz, ale bardzo ją boli. Że jest bezradna w tak zwanym życiu codziennym. Że
jest, mówiąc krótko, jasnoniebieska.
Ulepiłam ją najbardziej z czegoś, co jest samotnym siedzeniem nad brzegiem
morza i słuchaniem tych utworów, które poruszają twoimi najczulszymi
wewnętrznymi czułkami, ale nikomu nie umiesz opowiedzieć słowami o tym, że
brakuje, że czujesz, że przejmuje cię odtkankowa tkliwość."
------> me tak bardzo;  Małgorzata Halber "Najgorszy człowiek na świecie" 


wgl to rozpierdzielił mnie dziś jeden kolega. Nie ma to jak mnie zapytał:





"ej powiedz mi czy z tym seksem na studiach to jest tak serio jak się mówi?











bo ja nie mam okazji sprawdzić (niestety) a z chęcią się dowiem








no w sensie że wszyscy się    walą jak koty po śmietnikach

"  omg, dawno żem się tak  zażenowana nie czuła.. a co ja jestem.. ekspert.. raczej najmniej odpowiednia osoba do wyrażania się w kwestii. Trochę słabe i nietaktowe, ale czo tam.W sensie czy wszystkim się wydaje, że jak się wyjeżdża z domu tak na stałe i udaje się mega"dorosłego i poważnego i ODPOWIEDZIALNEGO" to tak naprawdę wszędzie odbywa się Sodoma i Gomora na każdym kroku? o cie chui, gdzie ja żyje?!

              




mad world 2015-09-01

Za sześć dni poprawka jedna, za siedem druga. Muszę dać radę.. ale nie daję sobie rady ze wszystkim. Właśnie wczoraj był mój ostatni dzień w pracy. Nie, nie jest mi szkoda. Znaczy pieniądze zawsze by się przydały, ale to się średnio kalkuluje przy tym, że opłacam akademik itd


Karolina się wyprowadza.. nie umiem nawet opisać jaką czuję pustkę.. i to nie jest nawet, że się mega super przywiązałam, bo nie mamy za dużo współnych ani tematów, wspomnień itd.. ale przyzywyczaiłam się.. staram się tego nie robić.. ale samo tak wyszło.. i znów zostaję w punkcie wyjścia.. na lodzie, zawsze sama. I teraz kiedy najbardziej potrzebuję... przywykłam do tego, od zawsze, że byłam taka sobie, istniejąca jako pojedyncza osoba, nigdy jedność, ale teraz najzwyczajniej mi to zaczyna przeszkadzać... I nie umiem powstrzymać płaczu pisząc to wszystko.. znów ludzie na chwilę pojawiają się w moim życiu i odchodzą.. bo mogą, bo chcą, bo mają i układają sobie swoje życie.. ja tkwię i nie wiem.. i nikt nie zrozumie.. i myślałam, że pożegnanie z T będzie mniej bolesne.. wczoraj wstałam do pracy i jakbym się dopiero zorientowała, że go nie ma.. takie dziwne uczucie.. to uczucie kiedy wstajesz i ktoś robi Ci śniadanie.. że masz z kim się wałęsać w bardziej nieznanym miejscu, jeździć nocnym autobusem.. że takie głupie rzeczy dają uśmiech na twarzy... męczy mnie już wszystko psychicznie.. ta pustka, to miasto.. te poprawki.. muszę stąd uciec. Boli mnie głowa.. nie umiem pohamować cieknących łez.. napisałam do Kate.. tak, będe żebrać o jej wolny czas.. włączyłam specjalnie spotify, żeby nie było tak cicho. Rzeczy Karoliny leżą spakowane. Cieszyła się, że nawet nie ma ich tak dużo. Że przy odrobinie szczęścia szybko je przewiezie. Powiedziałam jej, że będzie mi szkoda. Ona, że to normalne, że ludzie się przeprowadzają. Prawda.  Nie wiem, co jest w tym momencie najlepsze dla mnie.. wino, lekarstwa.. sen czy może, co do mnie niepodobne iść na mszę..?? wiem, nie z mega przekonania i wiary, ale w poszukiwaniu sensu, wyciszenia.. nie wiem, nie mam na wszystko siły.. tak ciężko być.. tak ciężko żyć i w sposób by być szczęśliwym.. i że to wszystko chodzi o momenty, piękne, szczęśliwe, by móc siąść i powiedzieć: Miałam cudowne życie, chętnie bym to powtórzyła.. niby wszystko jest do nadrobienia, ale nie mam na to siły...


poza tym muszę zaczać pakowanie. Niby wracam do tego samego akademika za 3 tygodnie, ale samo pakowanie i przenoszenie rzeczy jest dla mnie jakbym coś kończyła. Jakiś etap. A ja jak to głupie dziecko chcę wierzyć, że coś może trwać wiecznie...


04.09. Okay, uspokoiłam się.


"Niekochanym niewiele się przytrafia, ich nieżywe życia porastają pleśnią, ich dusze się duszą."


Wojciech Kuczok


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]