klasycznagorzka | e-blogi.pl
Blog klasycznagorzka
na finishu 2015-08-29

Mmh aż żal nie wspomnieć, że wczoraj mojemu blogowi stuknęło dwa lata. Naprawdę nie mogę w to uwierzyć, że byłam w stanie prowadzić go wytrwale.   Nawet jeżeli notki były i pewnie będą dla większości niezrozumiałe, wypełnione smutkiem i weltschmerzem. Mimo wszystko. Jestem wdzięczna, że go mam. Mogę opisać tu wszystko. Nic. Smutki, spostrzeżenia, zażalenia.


Dziś jak mi fb przypomniał jedno z naszych zdjęć z Li i I ma dokładnie 3 lata. Ja pierdziu, ale piękny kawał czasu :)


No i tak właśnie szybko minęły dwa dni na które bardzo czekałam. Było super. Serio chyba zapomniałam jak to jest śmiać się do łez. Tyle się działo, że głowa mała. Był też nieco smutniejszy moment, ale nie mogę udawać, że tematu nie ma, uciekać jak dziecko. I siedząc nad Wisłą, obok na ręczniku z winkiem w ręku pomyślałam, że to chyba mega kiedy nie czujesz złości, żalu, nienawiści. Zeit heilt alle Wunden czy coś tam xd Chciałam. Chciałam powiedzieć więcej, jak było źle, chujowo, że ile mnie to kosztowało.. ale sama nie usłyszałam lepszej historii, od mojej.. sobie tak żyjemy w tych stolicach, upchnięci w blokach, w czterech ścianach i po cichu cierpimy :/  ech, jakie to wszystko suabe.. znów jak głupia poryczałam się na dworcu.. potem w metrze.. potem pojechałam do pracy i wcale nie czułam się tak zmęczona, mimo, że wstaliśmy po szóstej. W takich chwilach jak te, doceniam, że mam takich przyjaciół. Żebym musiała czekać pół roku, żeby móc się cieszyć dwa dni, to jest takie przykre.. Li jak się okazuje nie zapomniała o urodzinach, tylko nie miała wtedy zasięgu i mówi, że chce to mi jakoś wynagrodzić.. w sensie, że to aż chwyta za serce, że Ci ludzie są w stanie naprawdę coś DLA MNIE zrobić.. że nie jestem aż taka sama.. wiem, powiało egoizmem.. Ale odpoczynek psychiczny był :) I wgl T poznał Gosię, hahahhaahahahahahha niby tacy inni, ale pozytywni, śmiesznie ;)


Na finishu, bo zaraz koniec pracy. Wiadomo, mogłabym zostać, ale muszę odpocząć. To śmieszne, ale nawet ta chujowa praca jest swego rodzaju doświadczeniem. Męczy mnie to miasto. Ludzie. Pośpiech. Ha pomyśleć, że sama dawałabym się pozabijać za to, a teraz na 3 tygodnie muszę wyjechać. Każdy medal ma dwie strony jak to mówią. Na finishu, bo zaraz moje piękne poprawki, na które jeszcze jestem miernie przygotowana. Wgl to beka.. prawie dałam, nie no, dałam się zaprosić na piwo koledze "z pracy" młodszemu o 2 lata. Ja wiem, że wyglądam na 17-18, więc to może dlatego :P  Znaczy ja to tak zrobiłam, że pójdziemy prawdopodobnie do naszej wspólnej znajomej z pracy.. znaczy akurat kulega jest nieszkodliwy, dzieciaczek w sumie, ale śmieszna to sytuacja. No dobra, jestem dzikusem. Ale jak tak dłużej pomyślę, to brakuje wrażeń, impulsów, no może niekoniecznie adrenaliny.. ale jakiś dziwnych zbiegów okoliczności i znajomości..żeby potem uściąśc i móc rzec: kurde, ale ten czas był intensywny, ciekawy itd..


"To bez sensu, bo każdy następny związek jest taki sam. Po co przechodzić przez to samo jeszcze raz? Znowu te tańce godowe. A później znów kryzys, masakra. Nie wierzę w związki, w których zawsze jest idealnie. Skoro my sami nie wiemy o sobie wszystkiego, to jak możemy mieć wiedzę o drugiej osobie? Ja bym chciał poznać kobietę, z którą jestem, a to nie jest proces obliczony na pięć, dziesięć czy piętnaście lat. A skoro odbijam się w niej jak w lustrze, to poznając ją, poznaję siebie. Chciałbym uczynić relację z nią możliwie najbardziej pełną, czerpać z niej maksymalnie dużo wiedzy o sobie. Gdybym zmieniał partnerki, nigdy bym tego nie osiągnął, bo przerabiałbym tę samą lekcję i dochodził do tego samego punktu. Mam poczucie, że im głębiej wchodzimy w kogoś, tym głębiej wchodzimy w siebie, więc to interesujące, że ta konfrontacja działa pozytywnie na jedną i na drugą stronę."  Robert Więckiewicz ------> btw zgadzam się z pogrubioną częścią..


 


"Przede wszystkim zgadzamy się na bylejakość. Na byle jakie relacje, przelotne, krótkie znajomości zostawiające za sobą nic więcej, jak tylko niesmak po kolejnym rozczarowaniu. Na byle jakie dni, przesiedziane w jednym miejscu, podczas których, z góry już, przeklinamy te następne, które spędzimy dokładnie tak samo. Żyjemy na szybko, na opak, na ostatnią chwilę. Żyjemy na walizkach ze samym sobą. Nienawidzimy tego, gdzie jesteśmy, ale jeśli coś wymaga wysiłku, to automatycznie rezygnujemy. Chcemy być czymś więcej, a boimy się wyjść poza własne cztery ściany. Chcemy cieszyć się każdym dniem, a pierwsze, co robimy na jego każdy początek, to przeklinamy to, że się zaczął. Chcemy wielkich rzeczy, a samych siebie traktujemy byle jak."


~ Marta Kostrzyńska    -----> a to jest właśnie bałagan, którego sama nie potrafię ogarnąć, z życiem I mean. I chyba.. wiem.. chyba w jakimś stopniu dorastam, dojrzewam.. coraz bardziej rozumiem wiele rzeczy.. jak na niezrównoważoną osobę nadal odczuwam wszystko mocniej, intensywniej. I niestety tym bardziej mam ochotę zrezygnować ze wszystkiego czego niby chciałam.. co wydawało mi się kiedyś słusznym.. część moich złudzeń i ideałów upadła.. rozwidlenie dróg. Dziwna sprawa, ale Go chce mi pomóc.. jest bardzo wierzącą osobą i chciała zabrać mnie na jakieś spotkania, gdzie się dzieją cuda.. może to naiwne, ale potrzebuję, czegoś by mi wskazało chyba drogę.. ahahah a po części wydaje mi się, że jestem opętana :P no dobra, joke, nie rzuca mną. Ale chodzi o głos, o pomocną dłoń, o wskazówkę.. bo na dłuższą metę to wszystko jest takie puste. Bez wyrazu. Przezroczyste.


Wild child 2015-08-19

także ten.. szybko przed wyjściem do pracy pochłaniam porcję sporą placków ziemniaczanych. Kurde, ale nie chce mi się iść do tej roboty.. za lepszy hajs wiadomo, nie miałabym takich oporów, ale dociągnę ten miesiąc. To śmieszne, ale pracuje mi się nieco lżej, kiedy wiem, czekam na 27th. A potem jeszcze trzy jebane dni w sklepie i jestem wolna. Plus muszę kupić w końcu prezent. Mam nadzieję, że będzie się nam dobrze rozmawiać nawet po pół roku niewidzenia. Naprawdę nie czuję żalu czy nienawiści.. jakoś tam wyszło.. w sumie teraz bez spiny można o wszystkim rozmawiać i kręcić bekę, a nie jakieś niedopowiedzenia czy poczucie, że nie wie się, na czym stoi.


Wczoraj udało mi się po pracy porozmawiać z I. Miło bardzo ją usłyszeć było i możliwe, że odwiedzimy stare śmieci we wrześniu. Sama też narzeka na swoją pracę, która jest tak bardzo chujowa jak moja :/ Bardzo za nią tęsknię :D  Zaplanowałam, że jak wrócę to przekoczuję trochę u jednego brata, trochę u drugiego i gitara. Ale jeszcze te poprawki, na które na dobrą sprawę nie umiem jeszcze :/ Notatki porobiłam, więc będę kuć. A sklep to cyrk.. hajs mam taki sobie, mógłby być większy, tylko chujowa agencja pracy się trafiła. A najlepiej w ogóle nie powinnam korzystać z ich usług. Na drugi raz będę wiedzieć. A nie dawać na sobie zarabiać.  I w biurach te dziwne PRZYJAZNE plakaty, jakoby mieli być ulubioną marką klientów itd Uśmiechnięci ludzie na zdjęciach (z czego tu się cieszyć, płakać trzeba za taką wypłatę ) Albo przykleili nam chujowe karteczki z formułką, jaką trzeba mówić klientom... kurwa mnie jako osobę na studiach obraża coś takiego.  Albo np filmik instruktażowy, jak obsługiwać klientów i nie fukać na nich.. sorry, ale i oni mogliby być bardziej samodzielni a nie wiecznie zawracać dupę i pytać gdzie co jest, kiedy Ty akurat rozkładasz towar, biegniesz do kierowniczki bo jest zwrot czy coś.. albo przychodzić na minutę przed zamknięciem, płacić stowką za zakupy 5,71zł itd . No i dorośli ludzie pojechali na spotkanie integracyjne żeby nakręcić filmik, jak się uśmiechać, podawać torebki i dbać o miejsce pracy.. Kierowniczka pytała mnie co o nim sądzę, powiedziałam, że interesujący ( w rzeczywistości CHUJOWY I PROSTACKI) i widziałam go kilka razy (ale tylko dlatego, że kurwa ciągle leciał w tle) Myślałam, że takie rzeczy są oczywiste same przez siebie, a gdy oglądam coś takiego czuję jakby ktoś mi jakąś dziwną ideologię czy doktrynację dokonywał albo sekta jakaś (prawie jak uczucie na emisji głosu)...Oczywiście trzeba być miłym, bo to kwestia kultury, wychowania itd Ale żeby od razu komuś w tyłek wchodzić? I to wyuczoną formułką, wymuszonym uśmiechem i kontakt wzrokowy.. Na dobrą sprawę klient ma w dupie czy życzyłam mu miłego wieczoru czy nie.. on wróci, bo jebane kabanosy są dwa w cenie jednego i tyle.. z tymi klientami to jak z jajkiem się trzeba obchodzić. Ale chui mnie to obchodzi, ja zaraz kończę tą przyjemność pracować tam. W tym miesiącu mam mieć 200 godzin... kurwa serio? no szkoda,że mi zamieszkać nie pozwolili na magazynie, miałabym bliżej przynajmniej.  Ale cieszę się, jak przychodzą fajni ludzie np aNDRZEJ jakiś tam.  Swoją drogą powinnam była znaleźć sobie ambitniejsze zajęcie bo to serio odmóżdża.. i dzięki temu rozumiem, że trzeba robić co się lubi, bo inaczej to gdybym nie miała jeszcze uczelni i pracowała cały czas tylko tam, moje życie byłoby już zupełną porażką :/ Poza tym mam dosyć tych pojebanych facetów, patrzących w dziwny sposób, tych proszących o numer telefonu, kurwa gentleman nie pyta o takie rzeczy w sklepie spożywczym, co nie? Gdzie ja żyję.. zadaję sobie to pytanie prawie co dzień :/



"Nie wszystkie miłości były na tyle atrakcyjne, by warto je wspominać. Ale każda zostawiała takie samo uczucie pustki i niepokoju. Że oczekiwanie nigdy się nie spełnia i że pragnieniami kierują złudzenia. Wstydu, że własne i cudze słowa tracą nagle wartość."


Stanisław Dygat "Disneyland"


20 sierpnia, 23:54


Kurdeł. Odkrywam, że lubię to swoje bycie studentką. Zniżki.Malutki przymały pokój w akademiku, łazienka na korytarzu. Poprzewracane butelki po piwie na korytarzu. Unoszący się zapach wina i cebuli na przemian. Tak, czasem wracam z zajęć i zwyczajnie czuję wino i wódkę w powietrzu.    lubię także że muszę oszczędzać, że mam swoje pieniądze, ze tak dziubię i dziubię, ale oszczędzam i nikomu się nie tłumaczę, za co, za ile, po co i na co. Tak, nie mam tego dużo, ale pracuję i cieszę się z tego. Wiadomo nie zajadam się kaparami (czymkolwiek są), ale tak, średnio zdrowo się odżywiam, bo jem dużo smażonych rzeczy. I chyba w październiku będę rzygać warzywami z patelni, groszkiem z marchewką i sosami do spaghetti. A chciałaby właśnie jakoś inaczej, a również rozsądnie cenowo.


Niestety jest mi cholernie przykro kiedy tak mijają piękne sierpniowe dni, słoneczne, pachnące jedzeniem z pobliskich restauracji, goframi z budek i lodami. Uliczki skąpane w słońcu. Multum ludzi nad Wisłą na plaży. Pary kupujące wino czy piwo, roześmiani, szczęśliwi.  A jak siedzę tą pierdzieloną ósmą godzinę i pocieszam się, że ludzie pracują za mniej, że w gorszych warunkach i że mają kredyty, dzieci. I jakoś mi to pomaga. Ale tak, pojechałabym gdzieś.. nawet na szybki trip typu śpimy na plaży, na dworcu czy w autobusie.. i oszczędzamy. Radosny szał, świeży powiew, przygoda i przyjaźń.. przecież jesteśmy tacy młodzi, żądni przygód. A czuję jakbym miała 30 lat i wszystko już przeżyła..  to mi się marzy tak od jakiegoś czasu.. ale kurde sama dupy nie ruszę.. i tu pojawia się niestety problem. Nieee, tylko bez takich jak I mówi żebym sobie kogoś znalazła, przecież nie można na siłę, by potem stwierdzić, że wykorzystujesz kogoś jako pocieszenie, bo coś Ci kiedyś nie wyszło.  Tak, jeden z momentów kiedy doskwiera mi obecna sytuacja.. aaa i wtedy kiedy wracam i jest ciemno jak w dupie albo jak dźwigam siaty, które ważą milion kg, a na drugi dzień potrzebuję masażu, bo mnie plecy bolą :/ fuck, czym sobie zasłużyłam? :/ To wszystko takie smutne i przytłaczające, ale skoro tak musi być to co ja zrobić mogę?


"Jestem strasznym nadwrażliwcem. Bycie nadwrażliwcem to chodzenie po cienkiej linie: jest euforia, czyli nagła radość z drobiazgów albo depresja, czyli załamanie i upadek. Niektóre rzeczy widzę trzy razy mocniej niż inni. Tak jak zauważam różne piękne sprawy, tak widzę syf, którego ludzie nie zauważają. Wrażliwość, która daje mi masę możliwości, musi ze mnie wyjść. Jak zaczynam ją w sobie kumulować, to jest źle." — Agnieszka Chylińska


eey, odczuwam dokładnie to samo.. i to jest ciężko ogarnąć i ta ciągła sinusoida.. :/



Tell me how are ya 2015-08-10

notka pisana szybko przed wyjściem. O fuck, jak mi się nie chce już tam łazić.. no wkurwia mnie.. już sama nie wiem, co bardziej: ten 'kochany' wydział czy sklep.. Co do urodzin, taaa, to już stary temat, to Li zapomniała.. tak chamsko zapomniała.. wczoraj napisałam do niej, bo do parę dni melduję się,by zrelacjonować co u mnie  i mówię, że szóstego właśnie (powinnam wielkimi literami jej napisać) pracowałam, ale że jestem na urodziny do Gosi zaproszona. Na co ona odparła, że życzy mi, żebym się zamieniła w pracy i na nie dotarła............. aha, gdyby to była jakaś daleka znajoma to nic bym sobie nie zrobiła z tego, ale tutaj I am just lost of words...


Poza tym ucieszyłam się trochę, bo zadzwonił szanowny. Jak miło było go usłyszeć :) I przyjeżdża, ale boję się wyobrażać sobie, jak go odprowadzam na pociąg i potem sama ryczę... u niego spoko, wycieczki, praca. Mam nadzieję, że nie będę na niego wybuchać jak będzie. Starczy. Niby fajnie, 2 dni radości potem żeby znów wrócić do rzeczywistości.. szarej, zjebanej.. czy warto?  Aaa i jeszcze jedna kwestia, którą poruszył.. czy to, że jestem taka i taka , czy na to ma wpływ kraj, w którym mieszkam? to jakby się zastanowić nie jest głupi tok rozumowania.. No w każdym razie się cieszę na końcówkę sierpnia. Chociaż jest na co czekać.


Dobra lecę, będę na bieżąco coś tam dopisywać. Bajos.


aktualizacja z godziny 23:47, dnia 11 sierpnia br.


omg, T jak dla mnie przeszedł samego siebie. Takiego prezentu się nie spodziewałam Gutschein.. i to jaki :D wow. Jakkolwiek mnie wkurza to równie dobrze potrafi sprawić by uśmiech mi znów wrócił na twarz. Plus udało mi się pomyślnie ustawić grafik. przynajmniej na ten tydzień. Potem mal sehen, Oj, czekam na ten 27.08 :D


 


"Będziesz płakać, tęsknić, a serce pęknie Ci za każdym razem, gdy tylko pomyślisz, że to koniec. Zasypiając będziesz miała jego twarz przed oczami i nie łudź się, rano nic się nie zmieni. Tysiąc razy podejmiesz próby zapomnienia, ale to wróci, przecież zawsze wraca, nie? Raz będziesz go nienawidzić i życzyć mu najgorszego, ale potem uświadomisz sobie, że nadal jest jedyną osobą, do której chciałabyś się przytulić. Podrzesz zdjęcia, które następnie misternie posklejasz. Zapamiętasz ten okres jako najgorszy w Twoim życiu, uwierz. Jednak, kiedy już dotkniesz prawdziwego dna, kiedy serce pęknie Ci o jeden raz za dużo, zaczniesz żyć. Poznasz nowe, cudowne oczy i jedyne co będziesz chciała powiedzieć byłemu, to 'dziękuje'. Podziękujesz mu za to, że choć zapewnił Ci najsmutniejszy czas w życiu, to potem dał Ci to szczęście, że mogłaś poznać nowe życie zamknięte w czyjejś klatce piersiowej. I wtedy dopiero zacznie się życie. Do góry głowa, wszystko, co najlepsze, przed Tobą."


 



“Jesteś wspaniała. Gdybyś wiedziała, jaka jesteś wspaniała, to byłoby to nie do zniesienia. Miałabyś wtedy tyle pewności siebie, że nie zauważałabyś tych rzeczy dookoła. A tak, kiedy jesteś taka rozedrgana i boisz się, że za mało wiesz, i czujesz tę niedoskonałość, to jest właśnie idealne. Bo dzięki temu jesteś człowiekiem.”


M.Halber "Najgorszy człowiek na świecie”---> czytałam tą książkę. Zajebista. Polecam.


 



"Moje serce coraz częściej przypomina mi zdrętwiałą rękę. Niby jest. Zdrowe i całe. A jednak nie potrafię wykonać nim najprostszego gestu."


J. Borszewicz "Mroki"


 


"Ja jestem jedną z tych, która przywiązuje się do każdego miłego słowa. Tą, która zawsze wszystko wyolbrzymia. Zależy mi na innych o wiele bardziej, niż ja kiedykolwiek znaczyłam coś dla nich. Robię sobie nadzieje, a potem płaczę. Staram się tylko, żeby nikt nie zauważył tego, że jestem smutna. Często się śmieję, bo kocham to. Taka już jestem. Cholernie wrażliwa i wesoła."




Zum Geburtstag viel Glück albo lepiej: Dzień chujowego świętowania. 2015-08-06

No tak, mój zegarek zarejestrował osiem minut po północy, co znaczy, że mam już w pełni 20 lat. Jak.  głupia oczekiwałam jakichkolwiek życzeń po samej północy. Wprawdzie na to jest cały dzień dzisiejszy jeszcze, ale to takie fajne, jak o samiuteńkiej północy ktoś tak pomyśli i wyśle, ale ja się jak zwykle oszukuję.. no bo jest ta 23:50:59 i takie magiczne 00:00, no dobra, może ja się jaram takimi rzeczami. Ale I, Li i T na pewno będą pamiętać.


T za to wysłał sms z zapytaniem o podania mejla.. ok, ale nie bardzo wiem, co ma to oznaczać.. :/ Ech, całe te pierdzielone urodziny spędzę w pracy. 15-22.30. Może i lepiej bo bym wyrąbała jakieś piwa czy Liebfraumilch.. kurwa, ja o wszystkich pamiętam, nawet daty urodzin niektórych classmatsów z podstawówki. Grr. Ale to tylko jeden z 365 dni, taki sam, nic nie znaczący. Przecież każde już będę tak spędzać. Nihil novi.


W pracy ciąg dalszy rozrywki pt: przyjebani klienci, czyli najwięksi idioci w całej stolicy zebrani w jednej kolejce. Jeden typiarz, jakiś laluś, z chrypą od urodzenia, że mówi cicho i nie jest w stanie krzyczeć. Z medycznego pkt widzenia to musi być ciekawe, choć ja się tam nie znam.. i pytałam go o to, o złamaną rękę. Ogólne checheszki i inteligentna wymiana zdań. Ja robię to z nudów, grzeczności itd przecież to mnie nie zobowiązuje i dziś mi typiarz podniósł ciśnienie. Pyta się czy mógłby prosić o mój numer telefonu. Myślę sobie CO TO KURWA MA BYĆ??!!!!! odpowiadam, że NIEKONIECZNIE. Niech spierdala. Poczułam się jak jakiś przedmiot, jakby ktoś mnie zgnoił, choć tylko zapytał o obsrany numer. Nie kurwa, nie życzę sobie tego. Nie daję obcym typom numerów. Będzie to wydzwaniać, czepiać się, liczyć na nie wiadomo co. Nara.


Typiarz numer 2, jakiś dres z szczątkowymi ilościami zębów. Nie kojarzę typa, ale jak mówi cześć i pyta się jak tam, to już nie robię avanti przy ludziach tylko odpowiadam w miarę normalnie i chyba to błąd, że się koleś oswoił za bardzo. I mówię mu, że we wrześniu mnie nie ma, a ten, żebym została, że będzie mu mnie brakować. ŁOT ŁOT ŁOT THE FAAAAAK?! powiedziałam,że halo, ale ja pana nie znam czy coś w tym stylu. Nigdy więcej. Ale ja nie odpowiadam za głupotę mieszkańców tego dufonowatego miasta.


Poza tym jeden z klientów, pan od motocykli, jak się dowiedziałam ma na imię Andrzej :D jest megaaa i wgl chodził do średniej szkoły w moim kochanym mieście P. I jego chyba dziewczyna też :) Ziomeczek :D


Jeśli to ostatni w życiu dzień, jeśli jutra nie ma być na pewno
Z każdym łykiem żal mi coraz mniej, jest mi doskonale wszystko jedno
Jeśli to ostatni w życiu dzień, jeśli jutra nie ma być na pewno"


 


"Już wkrótce wezmę się za siebie, wezmę
się w garść, zrobię porządek w szufladzie,
przemyślę wszystko do końca, zaplombuję zęby,
uzupełnię luki w wykształceniu, zacznę
gimnastykować się co rano, w słowniku
sprawdzę kilka słów, których znaczenie jest dla mnie wciąż niejasne,
więcej spacerów z dziećmi, regularny
tryb życia, odpisywać na listy, pić mleko,
nie rozpraszać się, więcej pracy nad sobą, w ogóle
być sobą, być wreszcie bardziej
sobą."



— Stanisław Barańczak



"


aktualizacja z godziny 13:11


Kate pisała, Shasitha zapomniał na chwilę tylko, z T.W; bracia z bratowymi o dziwo dzwonili :P


aktualizacja z godziny 23:38 o dziwo napisała koleżanka z Piekarni, I pamiętała przez cały dzień, ale ja byłam do późna w pracy.. T próbował się dobić, ale nie mógł mnie złapać.. a reszta kicha totalna.. serce mi tam pękało.. ludzie kupowali sobie alko, wychodzili radośni, bo zaraz koniec tygodnia, bo picie, bo towarzystwo, bo świeże powietrze, słońce, plaża itd..



Nie mam poczucia winy z tego powodu, że nie udzielam się społecznie, choć czasem mi to doskwiera, bo samotność jest bolesna. Gdy jednak ruszam między ludzi, mam wrażenie moralnego upadku – to tak, jakby szukać miłości w burdelu.""


— Susan Sontag



low life 2015-08-03

Znów się tutaj melduję. W telegraficznym skrócie.


a) Go wróciła z obozu, ale nie raczyła się odedzwać. Skoro nie masz czasu, to nie lajkuj innym zdjęć.. ale damy jej szansę.


b) I wróciła z woodstocku. Martwiłam się o nią, bo nie dawała znaku życia przez kilka dni,zadzwoniłam i się okazało :D


c) Szanowny przyjeżdża 16.08. Jakoś nie jestem podjarana. Nie wiem, gdzie się spotkamy. Czy w mieście P czy wybierze się do stolycy. Bardzo miłe było, że on ma kilka pomysłów, co możemy robić. Wow, ja nawet nie zdążyłam w ogóle się zastananowić, ale miło.


Poza tym postanowiłam odejść z pracy z końcem sierpnia. Podchodzę do tych jebanych poprawek i wracam do T.W. Wprawdzie mam nadzieję odpocząć, ale oby się nie okazało to oksymoronem wielkim jednym. W planach mam też spotkać się z Li, może zrobimy jakieś sesje foto. Potrzebuję odpoczynku od tych zatłoczonych ulic, spalin, hałasu. Wprawdzie okolica w jakiej mieszkam sobie jest całkiem spoko i spędzę w niej kolejny rok akademicki, ale muszę uciec na moment. Około 3 tygodni to będzie. Ale właśnie nie chcę by kolejny rok akademicki był taki sam jak ten. Nosz kurwa kursy między biedronką, wydziałem a akademikiem są tak chujowe, że się pociąć można. ahahah pamiętam, jak czasem idąc korytarzami wydziału miałam ochotę się nayebać, bo czasem nie można tego na trzeźwo wytrzymać.   Padam, dziś po 10 godzinach.. jest różnie, raz lepsi raz gorsi klienci. Ale już dziadek, który pyta, czy jestem "wyprzytulana" zaczyna mnie wkurwiać. Ta praca sama w sobie również. Szlag trafia, jak widzę, ile pieczywa sie marnuje, mięsa itd albo jedna z liderek kas, że powinnam proponować klientom jebane gazetki z przepisami.. ale haloo, przecież oni to widzą, jak mają życzenie, to się zainteresują, jak nie to nara. Bynajmniej ja nie lubię, gdy ekspedientka wchodzi mi w dupę.. Poza tym nie mogłabym tam zbyt długo pracować, kurwa, przecież tam nie ma niczego rozwijającego.. dobrze, że nie mam dzieci, kredytu i samochodu, bo bym się chyba pocięła zarabiając tyle..


poza tym ciekawa jestem, kto się do mnie odedzwie za 3 dni... pewnie garstka ludzi, bo przecież na fb zablokowałam datę urodzin. Dobrze, że idę do pracy na 14, bo albo bym przechyliła jakieś piwa albo Liebfrauenmilch.



"Brnę do ciebie przez taki kolczasty ocean cierpienia, że zaczynam się bać nocy. Czasem patrzę na siebie, w lustrze, a nawet nie patrzę, tylko po prostu czuję, że gasną mi oczy. Ktoś wygasił mi oczy, jak reflektory w teatrze. Usta się śmieją, a oczy cierpią."


Agnieszka Osiecka "Ćma"


 


"I'm nothing but a low life
Thinking 'bout my own life
I can't help myself from falling
Can't help myself from falling
I'm nothing but a low life
Thinking 'bout my own life
I'm trying to fight the good old fight
But after it all, I'm still just a low life"



e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]