klasycznagorzka | e-blogi.pl
Blog klasycznagorzka
Can't stop. 2015-07-28


"Nie było mi trudno być samotnikiem. Odkąd sięgam pamięcią, najczęściej wybierałem samotność, albo może to działo się tak, że to ona wybierała mnie. Chyba od zawsze miałem kocią naturę i chodziłem swoimi ścieżkami. I choć ubrdałem sobie, że nigdy nie zwiążę się z żadną kobietą i że będę miał ich wiele, to jednak czasem marzyłem o tej jedynej i tylko dla niej pragnąłem być prawdą. Kiedy potrzebowałem pieszczoty, na chwilę zbliżałem się do ludzi. Potrzebowałem ich, by być między nimi, bawić się, rozmawiać, słuchać, patrzeć, pić, by dotknąć choć namiastki bliskości drugiego człowieka. I tak oto nadałem mojej samotności znośny wymiar, by być nieszczęśliwie szczęśliwym. (...) W swojej samotności nauczyłem się żyć z książkami. Maluję przeczytanymi słowami. Zamrażam i zatrzymuję chwile. Bardzo rzadko w swojej samotni się nudziłem, a jeśli nie mogłem czytać i było mi źle, to zwijałem się w kłębek, zamykałem oczy i wyobrażałem sobie miejsca, w których kiedyś będę. Wyobrażałem sobie także miłość i zanurzenie się w nią we wszystkich możliwych konfiguracjach, kolorach, melodiach. I tak oto szybko zasypiałem, bo z zasypianiem nigdy nie miałem problemów. A myślenie o miłości, o kimś wyjątkowym, o kochaniu tego kogoś wyjątkowego i byciu kochanym przez tego kogoś podnosiło mnie na duchu, choć w realu w ten stan nie potrafiłem z nikim wejść. Niech będzie banalnie: wierzyłem i wierzę w miłość. Ale otwarcie się, bliskość i miłość miałem tylko w marzeniach i wyobrażeniach. To wszystko było tam idylliczne. Było to zawsze w nieokreślonym 'kiedyś' i 'gdzieś', działo się tam 'coś' i był tam 'ktoś'.



Mariusz Maślanka "Na imię mam Jestem"


 


29.07.2015 okay, to będzie dalsza część notki. Wow, nie wiedziałam, że ktokolwiek na to wchodzi, czyta, ba nawet komentuje, bo jak się nie zna sytuacji, to te notki są tak z dupy, tak chaotyczne, że szok.  Ps, OPEN- nieee, Twój komentarz jest bardzo w porządku :)


Ze spraw bieżących i nurtujących. Mija miesiąc mojego pracowania w sklepie. Niestety chodzą słuchy, że mogą usunąć jakieś osoby z firm zewnętrznych. Zostały 3 dni lipca, a tu nie wiadomo kto zostanie. Boję się, że zostanę wywalona na zbity, przecież  w końcu nawet normalnej umowy nie mam, czyli jak przeważajaca ilość studentów. I co ja zrobię? Czy znajdę coś na miesiąc? A co, jeśli będę musiała wrócić do domu? Myślałam, że urodziny spędzę tutaj, że może z Gosią, Kate, Karolinką itd owszem, na 15.8 miałam plan wrócić i na większą część września, ale sierpień chciałam przepracować.. a teraz? wprawdzie decyzji nie znam, a kierowniczka będzie na drugą zmianę, ale poczułam to, co odczuwa większość "dorosłych, samodzielnych pracujących ludzi", że w każdej chwili może być tragicznie, że zostaną na lodzie, wprawdzie kredyty, dzieci i samochodu nie mam. Ale chciałoby się coś odłożyć, co nie? Zaczynam się jak śmieć czuć.. poza tym nawet nie wiem, czy chcę mi się studiować.. czy chcę wracać na ten (przyjazny zdrowiu dzięki azbestowi) wydział. Czy to ma sens. ahahah jak sobie teraz przypomnę ustny niemiecki, zakres tematyczny, ilość zajęć niby w chui praktycznych, to aż śmiać się i płakać chce jednocześnie. I ja mam po tym umieć mówić? No way. Jakieś wszystko pozbawione sensu. Za mniej niż 3 tygodnie przyjeżdża turystyczny. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy tęsknię czy chcę z nim rozmawiać itd Czy to nie jest tak, ze on trochę dla mnie "umarł" ? Przecież to podobnie.. też mam wspomnienia, że taka osoba istnieje, oglądam ją na zdjęciach, przypominam sobie sytuacje z nią związane. Ale piszemy rzadko. A jeśli już to rozmowy nie mają konkretnego celu, jest dziwnie, obco, chłodno. Napisałam do niego o tym, co się dzieje. Wiadomo, może powspółczuć, powiedzieć co o tym sądzi, ale w takich chwilach się myśli raczej " uff, dobrze, że mam dobrą umowę, uff, dobrze, że to nie mnie dotyczy " itd A z problemem zostaje się samemu, a żyć dalej jakoś trzeba. Ale jak?



"Człowiek jest biedny i słaby, i nic zupełnie nie znaczy. Płynie się tygodniami i tygodniami człowiek się dręczy. Potem jest port i wszystko, czego człowiek pragnął, okazuje się po prostu śmieszne, okazuje się, że i bez tego można żyć doskonale. A potem znów się płynie."


Marek Hłasko, "Port pragnień"


23:40 wróciłam, widzę odpisał Szanowny. Żalę się i skarżę na bezsens życia, pracy (której nawet nie wiem, czy mam tak wgl), studiów itd, piszę, bo przecież mieliśmy być stale w kontakcie, mówić wszystko to za wiele powiedziane, ale relacjonować na bieżąco, bo komu, jak nie najbliższym przyjaciołom. Oczywiście, jeżeli szukałam współczucia to znów po raz n-ty się oszukałam.





No wiesz wakacje sluza do odpoczynku a ty jeszcze pracujesz wiec moge zrozumiec ze to wszystko staje sie ciezke. Tutaj jest bardzo duzo Nebenjobs i zarabiasz 450 euro ale trzeba sie tu utrzymac i pracowac do tego








Ale tutaj znalezc Nebenjob nie jest trudno. Sluchaj nie przejmuj sie










Jak cie zwolnia to poszukasz czegos nowego. Co ma byc to bd. Na pewne rzeczy nie mamy wplywu




" ton ten wiadomości jest taki, że "pogadaj sobie dziewczę, pogadaj. W sumie to mam to w dupie. Naprawdę, za każdym razem mam wrażenie, że on mnie nie rozumie, nie słucha i totalnie nie potrafi się wczuć, totalnie. I nikt go nie pytał jak jest w DE. Przecież dobrze wiem, jak jest, że dużo lepiej itd. Co więcej pojawiło się w mojej głowie pytanie: Naprawdę chciałam być z kimś, kto mnie nie słucha, mówi, żeby mówić, a jeżeli to robi, zawsze musi wtrącić jakiś wątek autobiograficzny, jakby był akurat na miejscu, bo przecież JA to najważniejsze, kto nie potrafi i nie wczuwa się by pocieszyć i najmożlliwie chronił przed złem tego świata? Tak, to zło tego świata, to trochę dziecięco brzmi, ale tak jest. Jestem za delikatna i krucha.. Powinnam mieć psychologa, bo normalnych ludzi chyba jebie to, że wypalam się i że chujowo jest. Umieram..


"Zawsze wierzyłem, że na tym świecie jest na pewno choć jedna osoba, która mnie zrozumie bez słów. Tylko trzeba być cierpliwym i czekać, by na siebie wpaść. A że po drodze mogę się ubrudzić i upodlić, wyrzygać siebie tysiące razy i mogę paść, nie wpadłszy na tego kogoś, to nic, świat jest wielki, ale liczy się wiara i nadzieja, liczy się cel, który zawsze jest przyczajony i czujny, jak dzikie zwierzę gotowe do skoku. Takie podejście było dla mnie bardziej ludzkie. To była poezja. Bo wszystko to poezja, a życie ma wiele imion i tysiące kolorów i melodii..."


 



"Ty się niestety wszystkiego boisz, życia się boisz.
Ty nawet jeszcze nie żyjesz, to jeszcze nie jest życie."


Marek Hłasko - "Baza Sokołowska"



"




Chujowo, ale stabilnie. 2015-07-21

You look amazing, is that dress new?
Can I get you a drink?

You’ve got that something,
I know you want more,
So let’s go, we know, we know, we know.

As the sun goes down,
Neon is all we have
And it’s calling all the lonely people.
As the night goes on
We’re trying a different song,
So we won’t be one of the lonely people.

This is crazy, I wish I wore my new dress,
And now you ask how I am,
Well, I’ve had better days.

Not in the mood, now,
But he is really cute, though.
So let’s go, we know, we know, we know.

As the sun goes down,
Neon is all we have
And it’s calling all the lonely people.
As the night goes on
We’re trying a different song,
So we won’t be one of the lonely people.

We know this place, we know the details,
We know the colors, we know what’s coming next,
No surprises, because we’ve been there,
Because we’ve done this, we got the show,
So let’s go. We know, we know, we know.

As the sun goes down,
Neon is all we have
And it’s calling all the lonely people.
As the night goes on
We’re trying a different song,
So we won’t be one of the lonely people.

So we won’t be one of the lonely people,"


Day off. Wgl w tym miesiącu mam przewidziane 10 dni wolnego, i przez to nie dostanę tyle hajsu, ile chciałam, ale może kierowniczka zmieni zdanie i pozwoli mi przyjść. Generalnie uspokoiło się. Ja znów wpadłam w dołek. Kolega od piwa się uspokoił. Teraz zapraszał 2-3 osoby na frytki, kurwa desperacja poziom hard. Piję kawę, bo wierzę, że mój dołek, to tylko jakieś chujowe ciśnienie spowodowane niskim ciśnieniem. Jeju, jak mi się w tym mieście nudzi. Niby znajomi jakcyś są, ale tak naprawdę wszyscy zajęci sobą. I widać, ile dla kogoś jesteś wart, tyle co praca domowa z gramatyki. A nie chcę po raz n-ty zwalać się na łeb Kate.




"Zdarza się, że człowiek śni. Przywiązuje się do tego snu, wierzy weń, kocha. Rano, gdy otwiera oczy, dwa światy jeszcze zachodzą na siebie, twarze nocy w świetle dnia słabo się zarysowują. Chciałoby się je spamiętać, zatrzymać. Wymykają ci się z rąk, brutalna rzeczywistość dnia je wypędza. Człowiek pyta sam siebie: O czymże śniłem? Co to się działo? Kogo całowałem? Kogo kochałem? Co ja mówiłem i co do mnie mówiono? Pozostaje niewyraźny żal po tym, co było albo zdawało się być. Człowiek już nie wie, co miał wokół siebie. Już nie wie."


— Eugène Ionesco - Kubuś, czyli uległość. Morderca nie do wynajęcia. Nosorożec. Król umiera, czyli ceremonie. Szaleństwo we dwoje



'I lost my mind, in the city of lights In the backstreets buildings and the neon lights ' 2015-07-13

Ojej, wchodzę na bloga, patrzę: pięć komentarzy łącznie. Ostatni jeden pod ostatnim wpisem. Wow, tu jest ktokolwiek, kto uważa, że ten blog jest ciekawy. Wow, jestem pod wrażeniem. A tyle się tam wtedy naprzeklinałam, że aż wstyd :P ale było mi lżej, więc o to chyba chodzi. Od czego by tu aa, wiem, że byłam na Ursynowie u Kate, po zrobieniu tych krokietów. Uwielbiam ten moment kiedy obiecuję sobie, że wrócę grzecznie do akademika nie pijąc niczego, a robię dokładnie odwrotnie. Potem jednak daję się namówić na picie, chciałam tylko piwo, kończy się na 4 i pół większe wyborowej na dwie osoby. Ożesz.. i jeszcze byłam w stanie sama się doprowadzić do łazienki, namówić się do napicia wody, bo przecież lepiej się zwymiotować.A wcześniej spłakałam się jak bóbr, jak nigdy. Było mi tak źle, tak przykro, tak łapało za serce, ale trudno. Oby po raz ostatni za tę samą osobę. Nie warto więcej. Naprawdę. I jestem na tyle duża i mądra by stwierdzić , że nie warto. Że w sumie to my nie mamy o czym rozmawiać, mówimy, żeby nie było, że zerwany kontakt. Każde z nas mówi by mówić, jakieś strzępki wydarzeń, nie wiem, czy jedno interesuje się życiem drugiego. Nie wiem już niczego. Ale to takie oczyszczenie, katharsis. Przecież ja mam swoje życie, nie żyje jego życiem itd Serio, leżałam tak bezwiednie a łzy tak pięknie leciały, kapu kap. Kate zasypiała przy włączonym telewizorze, Iz rozmawiała z chłopakiem, a ja tak sobie leżałam.


W pracy znów się przerażam. Szczęśliwie mój grafik jest tak ułożony, że aż tak nie mam wielu okazji do porozmawiania z E, tym kolesiem od niby wyjścia na piwo. Wczoraj spoko siedzi, uśmiecha się i nagle rzuca we mnie papierkiem i się śmieje, Obok niego ten chłoptaś ochroniarz również. OMG nie wiem, ile tam spojrzeń i uśmiechów (moich nerwowych) tam wymieniliśmy. Ale jak pomyślę, chciał iść na piwo, pyta się, jak możemy się poznać, nie mówi absolutnie niczego na swój temat, to chyba jakiś podejrzany jest. I mam wrażenie, że wyrywa tak wszystkie.


Dziś było dobry dzień. Wstałam o 10. Po 11 pojechałyśmy z Gosią do lasu Kabackiego. Jest mega. Taka cisza, spokój, zieleń, jak z bajek. I byłyśmy tylko my. Krótko, jak krótko, ale udało nam się podzielić swoimi małymi problemami, udało mi się jeszcze ją złapać przed wyjazdem do Pieczarek. Potem zrobiłam zakupy na tydzień. Ech, sporo wydałam tym razem nieco, ale przecież głodować nie będę. A i tak dostanie mi się jadła w piątek, skoro mają mnie odwiedzić domownicy. W sklepie zagadywał mnie ten młody ochroniarz, przy kasie, gdy podniosłam wzrok patrzył się E. Ech, czy oni są ślepi, czy ja jestem w jakimś dziwnym śnie? O co im wszystkim chodzi. Ja naprawdę nie robię niczego złego, nikogo nie podrywam, nie obiecuję. Po prostu się śmieję, rozmawiam. I to tylko tyle. Aaaa i wyglądam jakbym chciała a nie mogła. Czyli to jest chujowo. To jeszcze nic. Przy pieczywie zawadziłam wózkiem jakiegoś niepełnosprawnego na wózku 30-latka. Przeprosiłam, zaśmiałam się i te sprawy. Potem wychodzę obładowana czteroma siatkami i widzę ten sam koleś pyta się czy nie potrzebuję pomocy i "biegnie" za mną. A ja, że nie, że dam radę, że w sumie to może i by się przydała pomoc, ale wsiądę w autobus i dam sobie radę, że tylko kilka przystanków (przy czym wymieniłam mu swój, ale może nigdy nie ośmieli się mnie śledzić czy coś), a ten, że jakiś samochód podstawi czy taksówkę, coś tam pierdolił w każdym razie. A ja nadal swoje, że dam sobie radę, a on, że się nie narzuca, a ja, że bardzo dobrze a ten na koniec wypalił, że może mi podać swojego Skype, na co ja, że nie, że dziękuję. Czy oni są wszyscy jacyś pojebani? Czy wyglądam na idiotkę, która będzie Twoją n-tą na liście? No to Cię kurwa wyprowadzę z błędu. Serio patrzę na nich wszystkich bardzo obojętnym okiem i niczego nie oczekuję.. przecież nie odpowiadam za to, że są tacy jacy są. Normalnie DOM WARIATÓW.


aaa ps. podobno zostałam ciocią. Jak to się stało nie wiem, znaczy wiem^^ ale nadal nie wiem. Szok, że maskara.


Verwirrt, confused i co tylko można 2015-07-07

Heh, mogę dziś dłużej posiedzieć, bo mam dwa dni off. Ale tylko co ja z tym czasem zrobię? Omg :/ Pewnie za 5-10 lat będę wręcz pragnęła tego czasu.. na pewno mam w planach ugotować pomidorówkę w końcu, zrobić krokiety z pieczarkami i cebulą, pojechać nad Wisłę, może w końcu cokolwiek (choć do września czasu, że hohoh) poczytała coś z historii. Może znów zwalę się na głowę Kate. :P


Wgl dzięki czy przez tą pracę zapominam jakie są dni tygodnia. Nawet nie czułam wczoraj siedząc do 19, że była niedziela. Podobno gorąco jak cholera, ale w sklepie jest klimatyzacja, więc całkiem znośnie. Ale dzięki temu nie jestem aż tak spięta i pogrążona w smutku i oczywiście wiecznym Weltschmerzu.  Tak, sklep. Zaczynam dochodzić do wniosku, że to DOM WARIATÓW. Dziś się całkiem sporo wydarzyło, powiedziałabym APOGEUM. Już od samego początku czuję na sobie spojrzenia "chłoptasiów" z działu warzywnego. Dziwne żarty z dwoma młodymi ochroniarzami, z czego jeden był tak odważny twierdząc, że za nim zatęsknię. Co KURWA pytam siebie w myślach? ja nawet nie wiem do teraz jak ma na imię... oczywiście jestem miła, uśmiechnięta bo muszę, bo sama chcę mieć lepszy nastrój i tak dalej. A ludzie to jakoś dziwnie odbierają.. i jeszcze mi pierdoli, że ładnie wyglądam dwukrotnie, z czego twierdzę, że sprzedaje ten tekst każdej napotkanej, ślepej, brzydkiej czy kulawej.. powiedziałam tylko część tego na głos, a ten twierdzi, że czuje się dotknięty. Tsaaa. Czuję, że bardziej smuci go przegrana w Tibi, bo wyglądał mi na młodszego ode mnie tak z 2-3 lata. A nawet jeśli to były tylko pozory i ja błędnie oceniłam, to jakoś nie jestem zainteresowana nawiązywaniem znajomości. I jeżeli będzie trzeba to delikatnie zaakcentuję to delikwentowi.


Dziś przychodzę sobie, spoko, luzik, zrelaksowana, wyspana. Pokazuję Panu z ochrony co mam w torbie, takie rutynowe, przez jego ramię, śmieje się E.  Siadam, nie mija pół godziny, dostaję od tegoże samego gościa kartkę, jakoby miałabym oczy, jakbym jarała.. serio? oczy jak oczy. hahaha tapeta i jedziesz. To nie był koniec. Kasuję jakąś panią. Patrzę, o jakiś nowy smak desperadosa, to pytam się jej. Odwraca się ten koleś i pyta, co robię po pracy. Ja rezolutnie i zgodnie z prawdą: Jadę do akademika. A ten czy pójdę z nim na piwo. Ag, że jest małym skurwiszonem odmawia :D Potem dodaję mu, że nie wychodzę z nieznajomymi, na co ten, że znamy się z pracy..  heh, tyle, że ja tam pracuję ponad tydzień, więc spekulowałabym nad tym.. a ja odpowiadam, ze to za mało. I nagle cisza. Ja się przestraszyłam, bo tak: Nie znam go, nawet do końca nie pamiętałam imienia, nie wiem, jakie ma intencje, poza tym, niby narzekam, jęczę jak mi tu samej źle, ale ja nie jestem przyzwyczajona do wychodzenia z kimś (pomijając nasze Gwardiowe dzieci, Gosie, Karolinki i Moniki) i to tej bardziej niedomyślnej, momentami ograniczonej płci. Więc mam prawo czuć, jakby ktoś mnie może lekko osaczał, ograniczał. Ja nie potrzebuję tego uczucia. Chcę być wolna, nie włazić nikomu w w paradę i mi też niech się tego nie robi. Cisza, mija czas jakiś, jak na idiotę przystało, Ag śmieje się nerwowo. I mówi, że cieszy się z życia. I ten się pyta, czy możemy się jakoś poznać? AHAHAHAHAHA tylko, że szkoda, że mnie nikt nie zapytał, czy tak WHATSOEVER mam na to ochotę. SHAHAHAHAH nosz kurrwa MISTRZOSTWO. Ja nie odpowiadam. Koleś pod nosem mówi, że nie to nie. Szczerze, leciutko mi się szkoda zrobiło, tak jak innej osoby, ale ja nie mogę się na nic zgadzać, kiedy nie jestem do czegoś przekonana, robić muszę w zgodzie ze samą sobą i gitez. Potem rozmawiamy normalnie, że niby skąd jestem (dokładniej lokalizacji nie podałam) no i co studiuję. Potem szczęśliwie poszedł do domu. UFF!! Sorry, ale to chyba nie przystoi dziewczynie łazić tak z nieznajomymi, wieczorem. I co ja bym tam robiła? Opowiadała o swoim życiu? A nie daj jeszcze zacznie się tamten jakoś nieodpowiednio zachowywać, bo się napije tego piwska. No kurwa nie ogarniesz tych ludzi. Pójdę tam pokasuję, pobasuję się dla "rozładowania atmosfery" z klientami, ale nie chcę dawać im niczego od siebie, oczywiście personel przyjazny, ale jakoś nie lubię się już wczuwać i na siłę poznawać ze wszyskimi. Może za to kiedyś zapłacę np staropannieństwem, czemu jakoś się nie zdziwię za specjalnie, ale chui. Ważne żebym ja się dobrze czuła i git. Ufff, już zrzuciłam część, znaczy ja się tym nie stresuję czy coś, ale czuję się zmieszana, przytłoczona itd Ale chui, to nie koniec dnia i dziwnych przypadków,


Kasuję jakiegoś Araba, spoczenzo, liczymy zakupy, zapłacił, zapomniał o kawie, przynosi, płaci, ja jeszcze mam siłę, choć umieram z głodu patrząc na jedzonko na taśmie; no i płaci i zostawia mi jakąś kartę: kurwa a tam ABDU i numer telefonu. No kurwa wtedy się popłakałam ze śmiechu, oczywiście nie mam najmniejszego zamiaru oddzwaniać; że sie kurwa nie wstydzi tak w biały dzień.. widziałam go tu kilka razy, i mam nadzieję, że nie będzie sprawiał gorszych problemów na tyle, że będzie trzeba angażować jakieś inne środki do pozbycia się natręta. HEH ja może serio zakupię ten gaz pieprzowy, co? To miasto jest naprawdę dziwne...


poza tym, Go jeszcze baluje nad Morzem, a Karolinka wybiera się w góry. Moniki nie ma. Heh, starczy tego na jeden dzień. Nie, nie jaram się, jakbym miała 14 lat, wręcz przeciwnie, zirytował mnie ten ciąg wydarzeń powyżej. Spadam :P


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]