klasycznagorzka | e-blogi.pl
Blog klasycznagorzka
Zabawa na Natolinie 2015-06-29

Tak, zacznę właśnie od tego, co jest w tytule, bo to najświeższe wspomnienie. Wczoraj wyszłam po pracy o 20:30 i Kate zadzwoniła do mnie czy wpadnę do Iz, bo mają wódki i jedzenie. Pomyślałam, czemu nie, choć licząc pieniądze dziś w pracy, nie mogłam się skupić, jak zwykle i miałam -2,7 zł. Ale może to dlatego, że ktoś mi wcisnął funta brytyjskiego, nosz kurwa :/  Kurde to już poważne ostrzeżenie... :/ Muszę uważać :) Iz mieszka na zajebistej dzielicy, gdzie m2 kosztuje 18 tys!! Niestety Kate nam się nawaliła i ją ogarniałyśmy. ahaha szkoda, bo liczyłam na inny przebieg wydarzeń, ale spoko, miała nas, nie była sama, nic złego jej się nie stało. :) Pierwszy raz się upiła i tak nas przepraszała, że aż się jej szkoda robi ;) hahaha potem doszłam do wniosku, że kurde, przecież każdy musi coś takiego przejsć: nawalić się, zgubić się w obcym mieście i cała seria dziwnych innych zdarzeń, bo potem zostają bardziej lub mniej dobre wspomnienia.


Generalnie w pracy coraz lepiej i udaje mi się rozliczyć prawie zawsze w porządku. Personel jest młody, sympatyczny i niestety czasem czuję na sobie wzrok tych młodych chłopa z działu z warzywami oraz niektórych klientów. Że niby aż taki zły gust by mieli?  Klienci też niektórzy są bekowi. Raz dostałam kwiaty, ktoś mi powiedział, że jestem urocza a inny stary dziadek mówił, że lubi się przytulać, ale gdzie on taki stary dziad do mnie. AHAHAHHAAH no kurwa płakałam ze śmiechu. Ale ten pan był bardzo zabawny, że nie miałam siły się na niego złościć. Wcześniej zaś przylazł jakiś dziad, kupował u mnie 3 razy alkohol, ja oczywiście chcąc być miłą, uśmiechałam się i dogadywałam coś tam czasem, a ten z dupy za trzecim razem pyta o której kończę, a ja, że już powinnam, a on, że może coś, a ja że nie, a on czemu,  a ja, że "Panie, chyba nie ten wiek" ahahah i powiedział, że szkoda i przepraszał, że był nietaktowny. HAHAHAHAH i kurwa zamiast zębów miał jakieś czarne ich śladowe ilości. Wgl odkrywam, że jestem nawet niezgorszą aktorzyną, Tu się z kimś pobrechtam, tutaj coś dopowiem i jest beka.A może zwyczajnie zaczynam uczyć się empatii. W końcu wiem, jak to jest jak Panie mozolnie liczą ten hajs a kiedy ja w myślach kurwiłam, bo się spieszyło albo nudziło.  jeden pan od motocykli był naprawdę dobry^^ i zdziwił się, że go pamiętałam xd Przystojniak jak ta lala.


Dobrze, że robię cokolwiek, bo zwariowałabym, a tak jestem spokojniejsza, mam po co wstać rano, mam swoje przydzielone obowiązki i przede wszystkim hajsy.A przy dobrych chodach to 10 min jazdy autobusem :)  Ale tak po pracy to kurde przeszłabym się gdzieś, nawet jeśli późno.. ale samej tak, gdzie się pałętać. Będę wyciągać Kate, ile się da, ale nie cały czas, bo ma swoje plany itd. Szanowny przyjaciel przerażą mnie. Opowiada, że ostatnio wypił 7 piw i jakiś drink gdzieś tam oraz, że nie poznaje sam siebie .. boję się o niego, że jakieś głupstwa robi, że jest załamany, że mu się tam z kimś nie powiodło.. że powinnam przy nim tam być. Ma przyjechać na wakacje ale nie wiem serio jak by to ustalimy, bo cholernie chcę go zobaczyć, zwłaszcza, że mamy urodziny w mniej więcej tym samym okresie.. a minęło pół roku kiedy był tu.


wgl to Lubię wracać taka zmachana i zmęczona z tej pracy, kiedy na ulicy nie ma ludzi, albo ich mało jest i sobie idę przy świetle latarń, jakoś tak romantico :D No i w końcu złożyłam te dokumenty na akademik. Jeju, ale bym chciała otrzymać miejsce w tym samym. I byłby Pan Leszek :D i tak blisko na wydział. Dobra, lecę spać. Może jutro uda się posprzątać w pokoju, wyspać, zjęść na spokojnie śniadanie, kupić słuchawki, zrobić małe zakupy w rossmannie i pojechać nad Wisłę z Kate.


xxx 2015-06-23

Czym by tu zacząć? Może bilansem sesji. Niestety jak przystało na studenta mam 2 poprawki.. Historia krajów anglojęzycznych i coś co mnie cholernie zszokowało, że przepłakałam całe popołudnie: ustny angielski.. dostałyśmy zjebany temat o terroryzmie.. nie miałyśmy pomysłów, a może się wkurzył, że powiedziałam, że gdyby wybuchła wojna, to faceci nie broniliby kraju. Szkot jebany. Czułam się cholernie poniżona. Ale tak naprawdę to forma egzaminu była nam słabo znana, jedyne co powiedział, że mamy się dobrać w pary i konwersować 5 min. Kurde, jednak trzeba się dobierać z najlepszymi, bo ta osoba jakoś ogarnie sytuację i naprowadzi Cię, a tutaj... ekhem.


Ostatni, ustny niemiecki o dziwo poszedł całkiem w porządku. PNJN 4!! serio?! jak dla mnie bomba. Choć Pan Schw mówił, że wiele błędów, w chui i że oglądajcie filmy, czytajcie książki und so weiter. Ja jednak cieszyłam się, że w miarę merytorycznie to poszło, Gesunde Lebensweise lepszego chyba tematu dostać nie można. :D choć tyle dobrego , przynajmniej nie zacięłam się jak tępa dzida i nie patrzyłam głupio w przestrzeń. A druga kobita pisała jak szalona błędy na kartce. Ale to made my day :)


Kolejna totalnie niespodziewana sprawa to , że zadzwonili wczoraj w sprawie pracy i od jutra mam przyjść na 11 do jakiegoś sklepu. Ktoś ma pokazać mi, jak się kasą obsługiwać itd. Wiem, jakoś wybitna i ambitna praca to nie jest, ale pieniądze zawsze się przydadzą, choć wielkie masakrycznie nie są. Ale zdziwiłam się, że tak szybko się odedzwało tak sporo ludzi. I śmiesznie bo I i Kate też były dziś na rozmowach kwalifikacyjnych. Tak, to nic szczególnego i ekscytującego, ale to moja pierwsza poważniejsza praca, więc mam nadzieję, że mnie nie wywalą.


Ostatnia sprawa to impreza u Blondyny. Wow, w jej poście nie wyczułam złośliwości i tak dalej i zapraszała wszystkich, chce nocować itd Ale nie wiem, czy mi się chce..


Boże, jaka się czuję lekka, wolna jak ptak od tych chamskich egzaminów. Ale Monika się wyprowadza. Jeju, będzie mi smutno.. :(


Queen of peace 2015-06-15

Także ten.. dziś angielski.. wybornie.. najsłabiej wypadła gramatyka. Kurwa, ja jak głupia kułam jakieś macice (womb^^) płody (foetus) a w kilku przypadkach dostałam słówka, które pierwsze na oczy widzę. Brawo, C, to było bardzo sly of you, kurwa. Nie no, tradżedy nie było takiej, że my mind went blank, choć na początku rzeczywiście tak. Ale kawa przed writing dała kopa, ale była i tak obrzydliwa. Napisałam Szanownemu wczoraj o dziejszym dniu i tylko wyświetlił. ahahaha jakie to słabe, dziecinne!! Żadnego "powodzenia, daj znać, jak będzie po wszystkim itd" Oby rzeczywiście nie miał czasu, bo inaczej to kurwa już się stało beznadziejne. Wczoraj chyba zdałam sobie sprawę, że żyłam wspomnieniami. Tym jakiego go zapamiętałam.. i chyba muszę przed sobą przyznać, że chyba wcale nie jest już jak kiedyś. Rozczarowanie. Wie immer. Wiedziałam, że pozmieniamy się mieszkając w innych miastach. Ale obawiam się, że to jest taki typ, że potrafi trzymać się  i dobrze bawić z ludźmi, z którymi jest  "tu i teraz" z którymi żyje się chwilą, zabawą itd A ja.. no cóż.. chyba należę do jego przeszłości, tej gorszej, której on niekoniecznie chce pamiętać.. a teraz tam dopiero otworzyły się przed nim nowe możliwości, doznania, ludzie i "ogólnopojęty" fun. Teraz nawet nie wiem, co się dzieje z jego życiem.. teraz jest Nadine. I ciągle "my my i my" Nie pamiętam kiedy ostatnio zapytał, czy się dobrze czuję, czy daję radę psychicznie czy wysypiam itd. Nie, nie chodzi o jakiś ostro szczególny sposób troski i zainteresowania. Przecież i tak powoli się pozbyłam złudzeń. Jakoś tam sobie żyję, jakoś to najlepsze słowo jakiego można tutaj użyć. Może zwyczajnie powinnam skupić się na ludziach, których mam tutaj, na miejscu. Którym na mnie zależy, którzy są gotowi wysłuchać, naprawdę się interesują.


"Mimo wszystko miłość - Anna zawahała się - jest konieczna. Trudno wtedy zachować trzeźwy umysł, to prawda. Jednak wyrzec się jej znaczy zrezygnować z życia. Lepiej być bezbronnym i trwać w ślepym zachwycie, ale żyć."


Wgl w naszym pokoju ciężkawa atmosfera. Monika szuka mieszkania i wkurwiła ją zbyt rozpychająca się łokciami przyjaciółka. Kar chyba ma kryzys w swoim związku. A ja mam jutro niemiecki. Ich habe es so lieb :/



"Życie zostawia blizny na ciele i na duszy. Kiedy poznaje się kogoś w połowie drogi, trudno oczekiwać, że nie będzie miał żadnych zadrapań."


Chufo Lloréns, Morze ognia. Władca Barcelony II


 



"Pomyślała, że od dzieciństwa, może w szkole, trzeba uczyć ludzi teorii samotności, żeby jako dorośli się jej nie bali, a patrzyli sobie prosto w oczy, przyjaźnili się. Bo przecież się boją - na tyle, że gotowi są budować między sobą a samotnością barykadę nudnej, leniwej, bezbarwnej codzienności, pustych rozmów przez drogie telefony komórkowe. Istnieje trafne angielskie wyrażenie Less is more. Mniej znaczy więcej. Lepiej żyć samemu, niż dusić się z kimś innym."


Janusz L. Wiśniewski, Miłość oraz inne dysonanse




Podkurwienie 2015-06-12

Oczywiście notka pisana pod wpływem impulsu. Przez kogo? Oczywiście Szanownego. Cała złość napłynęła mi do rąk. W dodatku za oknem szaleje burza, grzmi. I jeszcze okres. Kumulacja emocji. aaa w oddali słychać OWF i jest tak głośno, że nie mogę się skupić na niczym, co dodatkowo potęguje nerw.


Jak tam miło nie piszemy, nie oddzywamy się, dostaję jakieś strzępki informacji, że łohoho w jakim to ja klubie nie bywałem, do jakiego miasta to nie jade zwiedzać. Ostatnio pojawił się wątek koleżanki Nadine. Dziś z bożej łaski napisał, bo musi report napisać o jakiś beznadziejnych pokojach w hotelu i nie wie jak się za to zabrać.  Podesłałam mu książkę ze wzorami. Ale nie mam najmniejszej ochoty mu tego sprawdzać. Ni chuja. Czyżby odedzwał się tylko dlatego, ze potrzebował pomocy? Tak mnie wkurwił, że wymyślę jakąś wymówkę. Dlaczego ja muszę teog wysłuchiwać, czemu jest mi wiecznie przykro i psuję sobie nerwy.  SHUT THIS FUCK UUUUUUUUP!!!!!!!! Z jednej strony chciałoby się wiedzieć co w jego życiu się dzieje, jak w każdego z przyjaciół, ale tak cholernie brakuje mu wyczucia, że nie mam siły słuchać tego człowieka.


"Jezeli bys znalazla chwile czasu zeby mi pomoc i znalezc jakies wyrazenia czy cos to bym byl bardzo wdzieczny Ich krieg das nicht hin"


a potem coś jeszcze lepszego: " Ps. Odkad Nadine jest u firmie u mnie Kati zrobila sie bardzo milutka. I pytala sie czy miedzy nami was lauft" Nie umiem nawet wyrazić słowami tego, jak jestem wkurwiona i nie wiem, dlaczego on mi takie rzeczy opowiada. Choć wczoraj zarzekałam się, że jestem na bardzo dobrej drodze na wydobrzeniu i ogarnięciu się z tego dziwnego układu dziś okazało się, że to nie jest takie proste. I ten odpowiada, że będą grać "tą parę" tutaj jakbym dostała scyzorykiem w plecy.. zwyczajnie poczułam jak było, kiedy to wszyscy wokół uważali nas za taką, a my, że niby beka, choć ja się nawet z tego układu cieszyłam, jak długo był na miejscu. "I na wiadomosc o Hanowerze pyta sie czy mamy juz ein Doppel A ja mowie ze bedziemy spac pod mostem. " Nie  no oczywiście wiem, że ani tak ani siak nie będzie ale jest mi przykro cholernie, że wgl mi o tym opowiada. I już któryś raz pisze 'my" i jak się okazuje w tym Hannoverze będzie z nią... znaczy znalazł sobie już nową przyjaciółkę. BARDZO DOBRZE KURWA. Ale przecież to ja miałam być najlepszą przyjaciółką.. chyba spadek w hierarchii.  Jest mi tak cholernie przykro.. a jeszcze dziś piątek wieczór a siedzimy z Moniką jak dziady w akademiku. Nic tylko pociąć się plastikowym nożykiem. Ale nieeeee trennbare und untrennbare czekają ^^ mój sens życia kurwa.


OOO i się mu nagle przypomniało, że można by wrócić w sierpniu do ojczyzny i że można się spotkać. Nie chcę. Obym dostała jakąkolwiek pracę.. byle jaką.. i moją wymówką byłoby "oj, niestety, jak mi przykro, ale pracuję.." nie chcę korzyć się przed nim, opowiadać, że w sumie to nie mam życia a trochę je przegrywam. Że każdego piątku, soboty i niedzieli nakurwiam albo gramę albo vocaby. A w inne dni się cieszę, że wgl mam po co wstać, podnieść cztery litery, umalować się i wyjść. Że łażę i dziaduję o wolny czas znajomych.                                                     Nie podoba mi się życie jakie prowadzę.. oczywiście sama jako dziewczyna prowadzę się wzorowo^^ i zasady moralne jakie trzeba  mam itd ale to wszystko jest takie jałowe, puste, pozbawione blasku. "Jak cymbał brzmiący" Nie ma miejsca na radość, szaleństwo..


Poza tym jakieś 3 dni temu czy 2 był dzień przyjaciela :(


"Dbaj o przyjaciół. Jeśli masz 20 kilka lat, rozejrzyj się dookoła siebie i zobaczysz tam osoby, które mogą ci towarzyszyć przez resztę życia. Przyjaźń wymaga dużej ilości taniego alkoholu, długich rozmów do świtu, długich wyjazdów zapchanym pociągiem, a czasem i trzymania za włosy, gdy ktoś rzyga do kibla. W miarę upływu czasu coraz trudniej będzie ci poznawać kogoś nowego, bo będziesz się zamykać na takie doznania, staniesz się coraz bardziej cyniczny/a i podejrzliwy/a. :Nie będziesz w stanie się już otworzyć, tak jak to było kiedy ma się 17 lat." ~Pokolenie Ikea.


Mam jeszcze moją kochaną I. Przyszłą prawniczkę, zdolną, zakochaną bestię. Wprawdzie nasz pierwszy rok znajomości w internacie nie był najlepszy, ale była to pierwsza osoba jaką poznałam tam. Potem z biegiem jakos tak wyszło, że się zakumplowałysmy coraz bardziej i bardziej.Nie wyobrażam sobie jakby miało jej nie być. Kocham ją bardzo :) I wcale nie chodzi o ilości alkoholu i imprezy, nawet w niektórych kwestiach mamy odmienne zdanie, ale poczucie humoru to samo. I ironia również.


Jest też Li. Wesoła, przebojowa Pani fotograf. Znałyśmy się trochę dłużej niż z I, ale tak naprawdę w liceum wyszło, że więzy się zacieśniły. Wszystkie smutki i radości razem. Lungo e grande serpente <3


Ostatnimi czasy nasze kontakty z Kate uległy znacznej poprawie po liceum i nazwała mnie swoją przyjaciółką. Byłam mega zszokowana, że kurde, to do mnie ktokolwiek umie się przywiązać itd? Bardzo dobrze ją tu mieć. ahahah mamy jakby to skromnie ująć te same problemy. AHAHHAHHAAHAHAH xd


a reszta? mhm ciężko stwierdzić, są to takie epizodyczne postaci, nie mniej jednak też ważne, bo od każdej można się czegoś nauczyć itd. ale jakoś to już to nie to samo.. ale generalnie staram się tak nie przywiązywać, wiadomo, jakoś na tych studiach trzeba przetrwać,iść z kimś na piwo, ale jakoś bez ekscytacji.. jest też Gosia i Karolina, mam nadzieję, że z  tych znajomości wyniknie coś dobrego, ale nie chcę na 100 pro zapewniać się.. i czuję  jakbym mentalnie miała z 26-28 lat. Jakby wszystko przeżyła i nagle jej wszyscy każą się ustatkować i zejść na ziemię... kręci mi się w głowie.. z nerów, boli brzuch, szumi w głowie od hałasu.. czas zrobić sobie mocną herbatę.. albo melisę xd


Chciałabym się zdrowiej odżywiać. Chciałabym ćwiczyć, jak kiedyś (wielki rekord przez miesiąc: BUHAHAHA śmiech na sali) Ostatnio zajadam smutek, stres.. będę gruba jak BUKA z 'Muminków' Oprócz tego same delicje: 4 egzaminy: 2 ustne na których bankowo dostanę rozwolnienia z nerwów, to nie żart, i tak powoli pokonuję swój lęk przed mówieniem. Z angielskiego może nie być tak źle ale na niemieckim FATAL.


Okay, idę stąd, już nieco spokojniesza, wracam do tych czasowników, bo serio nie zdam :/



"To się zaczyna w nocy, sam nawet za bardzo nie wiem co mam robić, nie śpię. Nawet nie masz pojęcia co to jest: samotność, cisza, wilgotne ciepło poduszek sto razy obracanych, nasłuchiwanie odgłosów kroków i samochodów na ulicy, czyjegoś głosu, błysk latarni, tortury przeszłości, strach przed przyszłością, czy będzie taka jak przeszłość, a potem białawy świt poprzez firanki, i te pieprzone ptaki (...)."


Lolita Pille "Bubble gum"


boli mnie brzuch z okresu i zdenerwowania, ręce i ogólnie mięśnie z niećwiczenia. Boli mnie dusza. Smutno mi Boże :(



100. 2015-06-04

Wow, setna notka. Na początku istnienia bloga nie spodziewałam się, że będzie tak długo będzie to trwało,  aż po dzień dzisiejszy. Ale to jest takie miejsce w którym mogę być absolutnie szczera, obnażyć się emocjonalnie i jest cacy, miło, nikt i tak mnie nie zna, więc tym bardziej czuję się pewniej. Nawet nie wszystkim ludziom nie można wszystkiego powiedzieć, bo nie chcą słuchać, bo robią to tylko z grzeczności, a w duchu myślą, że "wow, dobrze, że mam lepiej" i generalnie są bardziej skłonni napierdzielać tylko o sobie. Tak, wszyscy jesteśmy egoistami. Sowieso mogę tutaj zrzucić częściowo cały balast, mimo iż te 3208 osób nie rozumiało ni w jotę o co tej wariatce chodziło. :D


Miałam napisać setną notkę wczoraj, bo był to jeden z najgorszych dni, jakie miewałam do tej pory. A było ich wiele. Wczoraj lepiej oddałabym beznadziejność tamtego dnia. Najpierw na czeskim dowiedziałam się, że końcową mam 3+ . Ja jebię, po pierwsze nie miałam czasu na dogłębną jego naukę (no skoro to był mój trzeci w tym momencie język to co się dziwić), ale sądziłam, że jest w miarę łatwy. Niestety nie jest aż tak kolorowo, bo odmiany nieco inne niż w polskim, i jeszcze zapomnisz kreseczki czy daszka i chui.


Potem wróciłam na HIKSN. Pan Schw był tak miły, że zrobił nam "Jaka to melodia po niemiecku" ale byłyśmy uczciwe w liczeniu pkt i przegrałyśmy dużą czekoladę milkę z oreo. Potem miałam egzamin na który ni chuja umiałam i czeka mnie wrzesień. Jebana poprawka. Nie wynika to z mego lenistwa, bo robię w miarę systematycznie co się da, ale sorry te ogromy materiału są chore.. największa rozpacz złapała mnie kiedy leżałam dosłownie na kartce i starałam się uspokoić i wyciszyć niczym jakiś buddyjski mnich. Nie miałam nawet siły płakać. Próbowałam się nawet do tego zmusić.. ja chyba nie potrafię na trzeźwo już płakać.  Czułam, że tracę na tym wydziale swój czas.. że to nie ma sensu. Momentami taka złość mnie nachodziła, że miałam ochotę rozładować gdzieś te emocje. Jebnąć w ławkę, szafę czy stolik i niemalże rozpierdolić sobie dłoń, poczuć fizyczny ból, zapomnieć o tym co się dzieje tu i teraz. Jednocześnie głodna, zła, niedobrze, rzygać, a najchętniej nawalić się.. Go dużo lepiej nie poszło wprawdzie, bo lała wodę, ale na 3 to i ja się obawiam, że to dużo za mało. Uwielbiam ją, ale czasem mam wrażenie, że nie bierze niektórych rzeczy poważnie i  nie czuje powagi sytuacji. Ale jest też druga strona medalu, że ona widzi mnie jako znerwicowanego nerda.  Albo po prostu uważa, że są naprawdę ważniejsze, ciekawsze rzecz poza uczelnią. Często powtarza "Ja nie mam czasu na studiowanie, skoro dzieje się tyle rzecz wokół" Właśnie po tym feralnym wypracowaniu poszłyśmy z Go na MC flurry i do Koźmina. Wow, ta uczelnia przynajmniej robi mega wrażenie. No sorry, leżaczki przed uczelnią, na słoneczku. po prostu  PROstudenckie :D jedyne na co miałam wczoraj ochotę to tak położyć się na trawie i patrzeć w błękitne niebo i zasnąć.. może nawet najlepiej nie obudzić..  Niestety na domiar złego jem za dużo. Naprawdę. Wprawdzie wielu myśli, że ooesu jaka chudzinka, geny nie takie złe nawet, ale jak się zajada stres i nudę to nie dzieje się za dobrze.. a przemiana materii nie będzie zawsze taka świetna.. boże powinnam wrócić do ćwiczeń.. przynajmniej psychicznie czułam się lepiej. A teraz jem jak dzika świnia, bo smutno, bo zimno, bo nudno, bo się uczę, więc na pewno potrzebuję więcej pożywienia. Zaczynam się siebie brzydzić pomału. Kupiłabym sukienkę. Taką piękną, całą w kwiaty, taką krótką, rozłożystą. Ale po chui? po bułki będę w niej popylać? No właśnie.. wczoraj w metrze popatrzyłam na swoje odbicie i się aż przeraziłam: wut? serio mam takie wory pod oczami, serio aż tak szpetnie wyglądam? Ech, nihil novi sowieso.


Wczoraj było naprawdę apogeum smutku, załamania i wszystkiego. Najbardziej wczoraj potrzebowałam by ktoś obok był i przytulił. I myśl, że muszę napisać to zjebane CV i na pytanie "Czemu chce Pani u nas pracować?" zmyślać jakieś głupoty, to rzygać mi się chce nadal. Mam ochotę odpowiedzieć "Bo może zwyczajnie potrzebuję czegokolwiek??"  Potem Pani M myślała, że będziemy jej dawać cudowne Vortragi, choć tematy są tak chujowe, że ta Schulte i Utri sami umrą nas słuchając. Już czuję, swoją radość mówiąc o Wiedervereinigung czy Regenbogenfamilien... :/


Niestety, tak wyszło, czeka mnie wrzesień.  Przecież nawet nie mam konkretnych planów na wakacje. Nigdzie nie jadę i nawet mi się nie śni odwiedzać Szanownego. Ostatnio rozmawialiśmy 14 maja. Nie mam siły ani ochoty do niego pisać. Ekscytować się jego barwnym, ciekawym, przepełnionym nowymi ludźmi życiem. Sam też się nie odzywa, bo w sumie po co zadawać się z kimś o takich poglądach jak ja. Z osobą, która może tylko pociągnąć się za sobą  w dół... nie wiem, jak to się stało, że z osobą, z którą miałam i nadal mam wiele wspólnego, nie mam o czym rozmawiać teraz. Oprócz wszystkich pozytywów i walorów płynącej z tej relacji było jeszcze jedno: zawsze chyba to od zawsze przytłaczał mnie. Cudne wycieczki, zdjęcia, plany na kolejne, wszystko kręciło się wokół niego. Moje serce na widok tego lekko bolało, ale jego wesołe usposobienie zawsze sprawiało, że czułam się nie tak źle w jego towarzystwie. Ja nie miałam i nie mam niczego mu do powiedzenia.. i chyba niczego od siebie, co można by było dać.  Ile można opowiadać, co się dzieje na uczelni czy co powiedziała Niemka na fonie. On i tak chyba dobrze wie, że nie mam niczego oprócz tej uczelni. i tej lingwy. Mimo wszystko patrząc wstecz zaczynam doceniać tą drugą klasę. Było głośno, radośnie w większości momentów, alkoholu też było więcej niż kiedykolwiek. Nigdy potem nie byłam tak wesoła, radosna, bo do szczęścia to tam wiele brakowało. Ale chyba nie czuję do niego złości, nienawiści i innych negatywnych emocji. Właśnie wręcz przeciwnie, nie czuję NICZEGO. Jakaś totalna pustka. I cieszę się móc to przyznać, że przyzwyczaiłam się do stanu rzeczy i nie zatruwam myśli swych tak jak kiedyś, a nawet całkiem niedawno.


Wczoraj skończyłam czytać świetną książkę. "Najgorszy człowiek na świecie" Małgorzaty Halber. Naprawdę zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Znaczy pewnie jej głownym celem nie było tyle robienie wrażenia, ale czułam w wielu momentach jakby było to o mnie. Oczywiście nie byłam i nie będę osobą uzależnioną od alkoholu. Ale pod względem psychicznym mogę powiedzieć, że momentami utożsamiałam się z tą panią. Najlepsze z tych fragmentów zaraz wstawię, bo są właśnie takie, jak chciałabym czasem oddać swój stan, ale nigdy nie potrafię.


 


"Ponieważ liczy się wolność, wolność i swoboda.
Ponieważ jeśli siedzisz w domu sama z zestawem ulubionych płyt, to kiedy pijesz
drugą butelkę szampana, nie jest ci smutno, że jesteś sama.
Ponieważ Jean-Paul Sartre twierdzi, że piekło to inni.
Ponieważ w środku jesteś spiętym, wystraszonym ciałkiem, które wolałoby                    
porozumiewać się z otoczeniem za pomocą dziwnych dźwięków, a nie zdań
wielokrotnie złożonych z orzeczeniem, bo przecież słowa nie oddają stanów
emocjonalnych i nie są zdolne wyrazić tego, co najważniejsze, oraz ponieważ nie za
bardzo masz z kim podzielić się tą refleksją."


 


"Teraz mam długie godziny tylko dla siebie. Długie piątkowe wieczory, w trakcie
których czuję się trochę jak w późnej podstawówce, że chciałabym dokądś pójść,
gdzieś wyjść, spotkać się z ludźmi, ale nie mogę. Mam koc, telewizor, lody              
czekoladowe Grycan i awersję do spotykania się z kimkolwiek istniejącym naprawdę.
Mam wrażenie, że mimo wszystko nie jestem sama. Czuję, że w tkance miasta jest
nas zatkniętych więcej, kobiet i mężczyzn, ale nie spotkamy się nigdy na mityngu.
Jesteśmy skażeni, w środku wyszywani na smutno, szukamy mocnych wrażeń
i wesołego towarzystwa. Przy czym wesołe towarzystwo nie może być niepijące.
Pardon – nie mogło."


"Pat zawsze była w miarę rozsądna, ale żądna miłości, neurotyczna i nieszczęśliwa.
Pamiętam ją, jak siedziała na balkonie w za dużym swetrze z rękawami naciągniętymi
na dłonie, może paliła papierosa, w każdym razie pytała: „czy w ogóle istnieje coś
takiego jak miłość?” i chodziło raczej o to, że jest wydrążona boleśnie w środku. Że
woli raczej być sama. Że świat zamknięty w jej układzie nerwowym nie wydostaje się
na zewnątrz, ale bardzo ją boli. Że jest bezradna w tak zwanym życiu codziennym. Że
jest, mówiąc krótko, jasnoniebieska."


"Najważniejsze jest to, że nie umiałam się za bardzo bawić na trzeźwo. Po
kieliszku czerwonego wina w romantycznej knajpce stawałam się czarująca i wesoła,
bez tego przypominałam papę skrzyżowaną z europaletą. A potem najgorsze –
przecież czas mijał, a my nie byliśmy już tak zakochani, nie byliśmy dla siebie
nowymi wyspami, które zwiedzamy, i nie wystarczało, że się widzimy i na Bielanach
karuzela, karuzela. Czułam, że muszę to jakoś nadganiać, nadrabiać, więc biegałam
z siatkami ze sklepów nocnych, o widzisz, tutaj kupiłam dwa winka, jedno francuskie,
a drugie chilijskie, dzwoniłam na nocne taksówki, żeby dowoziły na imprezy kolejne
czteropaki, ratowałam go kieliszkami tequili, kiedy nie chciał bawić się dalej.
To było bardzo smutne.
A ja chciałam być bardzo wesoła." 37


Dobra, lecę spać, bo tutaj transitive, intransitive, trennbare i untrennbare Verben czekają.. i wciąż powinnam zacząć opracowywać tematy na ustną z niemca, bo z angola może jakoś to spłynie jak po kaczce. Dobrou noc :D


Nie chce mi się dodawać nowej notki, więc kontynuacja. 5 maja 2015, 22:49


1) Gosia dokładnie wie, dzięki swojej spostrzegawczości, gdzie znaleźć tego bloga, czego zaczynam się bać. Ale ja też bardzo mądra dałam jej fragment i w internetach wszystko pozostaje. Wprawdzie zapewniała, że nie będzie cofać się do poprzednich notek, ale nie chcę by ktoś z ludzi, którzy na co dzień ze mną obcują, czytał go. Tutaj jestem inną osobą, wyrzucam dosłownie wszystko, co chcę i nie wiem, czy taka osoba nie zmieniłaby sposobu patrzenia na mnie.. ale wierzę jej, dziś spędziłyśmy mega popołudnie i mam dobry humor, bo współlokatorka Kar ma urodziny i piejmy winko :D tak Fonetik czeka. Ale dziś znów się przekonałam, jak nienawidzę kupować.. sobie, dla innych itd.. może nie o sam hajs się rozchodzi, choć dla samej siebie jestem stryktyczna, ale nie mam pomysłu zawsze, wszystko mi jedno itd. Monika się tylko na mnie denerwowała. :/ nie czułam się z tym dobrze


2) nieco się wystraszyłam i przeczytałam znów tego całego bloga. Kurde ile tu smutku, żalu itd. Aż musiałam napisać do Szanownego. Wystraszyłam się tym, co przeczytałam. Znaczy chyba tak nie jest cały czas, ale piątek po 22 a on mówi, że jest PODPITY.. jakieś drinki i piwo. Boże, boję się, że ma jakieś problemy.. może jakiś Liebeskummer :/ mi dokładnie nie powie, choć moglibyśmy już chyba zacząć rozmawiać o wszystkim, bo chyba mogłabym już wziąć to na klatę :D ey,szkoda mi go serio. Poza tym była mowa o Nadine, koleżance z pracy i szkoły. AHAHAHAHAHAHHAA WOW, ona wie o moim istnieniu. Ciekawe co jej powiedział :3 ech, chyba mimo wszystko jednak jakieś dobre rzeczy, co?


hahaahahhah "wiele czyni młodość, wiele czyni wino" i właśnie dlatego mam dobry humor choć na jakieś 2 godziny powiedzmy :D 


2:00 am 2015-06-08 za osiem godzin piętnaście minut mam egzamin z fon ang. Ech, DAAAAMY RADĘ?


Oh Oh Oh Oh Oh Oh Oh (2x)

A S A P boy you got a call me
do it now I'm about to lose my mind.
A S A P God, I feel so lonely.
Why don't you call me I'm sooo alone.

I've been waiting here not for to long sitting in my bedroom write by the phone you cleaned all the dishes and cleaned the house.

Why don't you call me I'm feeling down.

A S A P boy you got a call me
do it now I'm about to lose my mind.
A S A P God, I feel so lonely.


Freaking out falling down start crying now.              TAKŻE TEN :D    Lena <3 <3 Kiss
Take a pill and have a dream
what I need you baby.

A S A P boy you got a call me
do it now I'm about to lose my mind.
A S A P God, I feel so lonely.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]