klasycznagorzka | e-blogi.pl
Blog klasycznagorzka
Save tonight 2014-12-21

Eh, wróciłam na kilka dni. Atmosfera będzie i tak mdła i czerstwa jak trzydniowa bułka czy sucha jak gałąź. Wpadłam w wir obowiązków. Nie jest źle. Kocham i jednocześnie nienawidzę padać zmęczona. Ale przynajmniej nie mam czas myśleć. Pewnie niejednokrotnie wspominałam o tym cudownym stanie. Ale tak, powiem nieskromnie to jest dobre. Nie wiem za co się wziąć. Egzaminy. Zaliczenia. Trzeba dać z siebie wszystko. Przecież aż taka najgorsza nie jestem. Nawet Pani Chałabiś mnie pochwaliła. Z jej ust to coś cudownego, uskrzydla normalnie. AHAHA Pani A, Fortschritt widzę :D  a ja już w obłokach. Ale na laurach nie mogę spocząć. Muszę dać z siebie wszystko, cisnąć na łeb na szyję. W końcu niczego innego nie mam. Już.


I właśnie kończyłam sobie zadanka z czeskiego, gdy dostałam całkiem niespodziewany telefon. Mhm Mój szanowny przyjaciel chce się w najbliższych dniach spotkać, ba! nawet możliwe, ze przyjechać na Sylwestra... mhm to już jest całkiem super wiadomość. Super toll! I nie mówi tego rozpaczliwie zakochana studentka. Mówi to przyjaciółka. Mam nadzieję zachowywać się przyzwoicie i znów nie zrobić mu piekła. Ile można niszczyć sobie nerwy i komuś humor. Tak po prostu nie wolno.


Czas spiąć tyłek i zrobić lekcje. :D



Wiesz, temu jednemu mężczyźnie chciałabym dać, tak zwyczajnie, tak najzwyczajniej w świecie - jak podarek imieninowy czy urodzinowy - całe moje życie. Bez reszty. Chciałabym być z nim i podróżować z nim, i czekać na niego wtedy, kiedy nie mógłby mnie ze sobą zabierać. Chciałabym dla niego utrzymywać dom w czystości i robić zapasy na zimę. Chciałabym mu zrobić na drutach albo na szydełku długi długi ciepły szalik i ciepły sweter, i ciepłe rękawiczki, i ciepłą czapkę, i bardzo ciepłe skarpety, i w ogóle. Bo to tak jest, że dla siebie, owszem, można coś tam zrobić, ale dla drugiego człowieka to już można coś niesamowicie pięknego zrobić, wszystko. Wszystko.


— Edward Stachura


 


mhm tak! to pewne, spędzamy razem Sylwestra w stolicy :D . Nie, to nie jest taka radość jak zawsze. Jest inaczej, coś pęka. Wiecznie powtarzam te same frazesy, ale to co czuję, nie zawsze jest takie samo. Taaaak, zapewne pobasujemy się jak zawsze. Nie mogę, nie mam prawa na nic liczyć, czyli nihil novi.



Podsłyszane, zobaczone 2014-12-03

Jak miło, że ta notka zniknęła w magiczny sposób wczoraj. I cały plan w pizdu. Dobra, piszem od początku.


Otóż wracam wczoraj z wf. I w tramwaju siedzi para, ale raczej przyjaciół. Ludzie starsi nieco. Z tego, co usłyszałam, pani wybiera się na komisję, zapewne lekarską, a pan chyba tutaj mieszka. Rozmowa im się całkiem kleiła. Namawiali się, gdzie wysiąść. A i potem zjeść wspólnie zjeść obiad. Wysiedli na Pl.Zb. Wcześniej wymienili porozumiewawcze spojrzenia i jedno zapytało czy wysiadają na B. ahah wiem, niewiele to innym ludziom czytającym to jakimś przypadkiem mówi. Ale połączyłam wątkami pewien usilnie przed zniszczeniem chroniony obiekt oraz nazwę tego miasta. Potem wyszli w trakcie wyjścia, tramwaj lekko zahamował. Pan objął tak lekko panią, ona odwróciła się i uśmiechnęła do niego.  Wyszli razem. Jeszcze kawałek śledziłam ich wzrokiem. Za ręce się jednak nie trzymali. Ale wyglądali na wesołych całkiem.


I tak sobie właśnie pomyślałam, że kurcze, ja też będę taka starsza, i on również. I jeszcze to nawiązanie mhm.. może to jest deja vu sytuacji, która może mieć miejsce.. mhm ahaha pan miał na szczęscie inny kolor oczu haha! I ogólnie myślałam, że jak to? tak zestarzejemy się tak z daleka od siebie.. to smutne.. ale zanim jeszcze może wydarzyć się wiele dobrego. eh, jakbym prosiła o cud normalnie. Ale chcę wierzyć się się ziści, no matter what happends. Za duża inwestycja uczuciowa.


Arbeiten zu leben oder zu arbeiten? eh, kolejny temat wypracowania dla Austriaka. Interessant, oder?


"Pogodzenie z Bogiem" 2014-12-01

Mhm może tytuł jest zbyt poważny, ale taaaak, tu o pogodzenie idzie. Otóż przez mały moment pożarłam się z przyjacielem, czego za chwilę pożałowałam. Potem odedzwał się, rozmowa była chłodna, po czym przeprosiłam go. Za wybuchy wściekłości, za karanie i winienie go. I tu dochodzimy do punktu wyjścia: muszę pozwolić mu odejść, w sensie przenośym. Żyć własnym życiem. To straszne i dziwne, czas mija, zmieniamy się, a ja z tym swoim sentymentem nie potrafię pozwolić mu odejść. Ale wbić sobie do głowy nie mogę, że to takie na amen, że nic, nigdy itd.. to takie smutne.  Smutek i żal nieco. Ale i tak będę zawsze go witać z radością, w końcu koniec świata się nie dokonał żaden. Ale taaaak czas to zajebista sprawa. Naprawdę. I przecież nie jestem tu sama. Jak miło było powisieć na telefonie i porozmawiać niezobowiązująco o pierdołach przez 4 godziny. :D Naprawdę, dzięki temu czuję, że aż tak bardzo go nie tracę. Ale.. tu powstaje właśie to pieprzone ale.. ale zawsze coś, zawsze ktoś. W każdym razie jakoś niedługo się zobaczymy. Gdyby pewna opcja wypaliła byłoby cudownie wręcz. Tragedii nie ma, ale sytuacja w każdym razie opanowana.


https://www.youtube.com/watch?v=AqajUg85Ax4


"Dawno temu pogodziła się z tym, że wielkie uczucia przeżywa wyłącznie na stronach romansów. Tak jest sprawiedliwie, dobrze. W życiu trzeba jechać do pracy, dwie przesiadki, na szóstą rano, sklepik spożywczy w Grabówce, ponad godzina w jedną stronę, pobudka o czwartej. Na wielkie uczucia pozostawałoby bardzo niewiele czasu, w jej życiu wielkie uczucia zmarnowałyby się jak nic, musiałaby poprosić o bezpłatny urlop, żeby mieć czas coś poczuć porządnie. Dobrze, że wielkie uczucia przytrzaśnięto okładkami. Tak jest sprawiedliwie. Każdemu według potrzeb i możliwości. Jakoś tak."

I. Karpowicz, "Balladyny i Romanse"


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]