klasycznagorzka | e-blogi.pl
Blog klasycznagorzka
Das Licht in Dunkel bringen. 2014-11-24

Jak wrócę po zajęciach i prezentacji z fonetyki rozpiszę się, bo jest i o czym :D


Mhm a więc tak: prezentacja poszła nam bardzo dobrze, póki co najlepiej z przedstawionych. 73% wowowowoow. Jesteśmy po prostu z Gosią dream Team :) Nawet Austriak zrobił nam dzień dziecka, stawiając cudowne noty z listów do zmarłej babci. Boże, ile w tym liście było efekciarstwa. Tym mianem określam pokazywanie czy opisywanie uczuć, których nie ma. Ale tak czy owak, jakaś pozytywna, rosnąca tendencja.


Nagle wszystko zaczyna się ukazywać w lepszych barwach. Naprawdę.. po tak długiej ciemnicy.. wszystko zaczęło się od Gosi. ah :)


Potem zaczęło się pomaganie pewnej osobie. Taaaak, pozytywna energia powraca. To zajebista prawda. Poza tym poczułam, że muszę mu pomóc. Taaak, osobie innej, niż zazwyczaj obecna w notkach. Kulega z internetów. Musiałam to zrobić, bo ma ten sam problem, co ja jeszcze tak bardzo niedawno. Dałam mu rady jakie tylko mogłam ( że też mój poziom angola wystarczył na to!) ahahha
Boję się jednak, że zaczyna sobie zapełniać pustkę w sercu mną... taaaak, to nie żart! Na ile mogę, jestem miła, uśmiechnięta itd, przyjmuje dobrze miłe słowa ( inna sprawa, że mało kto się na takie sili w moim kierunku), ale z góry postawiłam sprawę jasno: nie szukam nikogo. Nieporozumienia i niedopowiedzenia. To najgorsze. Robi rozpierdolnik w umyśle. Nie daje racjonalnie myśleć i pracować. Znamy to sehr gut.


ahaha kolejno, następny kulega z internetów. ahaha te internety to piekielna rzecz! haha! Rozmowa miła, przednia momentami. Osoba mogłaby być chyba moim ojcem. hhaha to lekko straszne, ale odbieram to z dystansem. Żarty z przekąsem, ale bez obaw żadnych tam typowo dorosłych, obleśnych żartów czy propozycji nie ma. W końcu osoba żonata i dzieciata. Hahaha, w tym przypadku nie nazywam rzeczy po imieniu, ale nie obawiam się.  Odległość bardzo duża. Nieee, nie robię sobie niczego z tego.. fajnie jest porozmawiać. Zdziwił się moim stosunkiem do rodziny. Eh, no cóż. Co człowiek, to inna historia. Powiedział kilka miłych rzeczy i się zwinął.


Słowa czynią cuda. Naprawdę. Niezobowiązujące. Miłe. Banan na twarzy. Uczucie takie od dawna nie znane.  Samoocena w oczach rośnie. 


Wgl od dawna zbieram się na małą zmianę. Czas ścieniować włosy ( Ajl wie jak doradzic) i może podrasujemy fajnie naturalny brąz :P ahah Kastanienbraun?


I sprawa ostatnia, nie mniej ważna. Poczyniłam chyba dobry, poważny krok. Ostatnio nie potrafię rozmawiać z moim panem przyjacielem, on już chyba też nie wie, co mówić, żeby nie było źle. To jak siedzenie na bombie. Nieostrożny ruch i baaaaaach eksplozja, szczątki i zgliszcza. Inne miasta, inne rzeczywistości i możliwości. To zmienia. Ja już czuję, że się coś dzieje. Nie umiem tego nazwać, ale to chyba jest dobre. Nieee, nie zakochałam się w tych ludziach. hahaha! To jest bzdura zakochiwać się w słowach, tylko dlatego, ze ktoś inny ich nie chciał wypowiedzieć. Zwłaszcza, że są to osoby, które wciąż się zna mało, albo wiek nie ten itd. Słowa, niby miłe, ale mogą być zmyślane, z dupy brane itd. Trzeba i na to brać poprawkę. Patrzeć sceptycznie. Choć nie ukrywam, że wrażliwość emocjonalna mnie w jakiś sposób ujmuje. :D I wracając, napisałam do pana przyjaciela, o tym problemie i propozycji go rozwiązania.. co odpisze, czy go to wgl ruszy, zobaczymy. Ale mimo calego rozpierdolniku jaki mi urządził w głowie, mam do niego sentyment. I to się chyba liczy. Bo przez tą drugą klasę i sporo dobrych rzeczy się działo. Nigdy jak wtedy nie naśmiałam się tak do rozpuku. Mimo wszystko nie czułam się tak samotna w tłumie, nawet jeśli nie miało oznaczać to niczego poważnego, jak sądziłą cała reszta świata. Dosłownie..


dobra, czas się wykąpać i lecieć na gramatykę :P



"Może kiedyś opowiem Ci to wszystko. Usiądziemy w przytulnej kawiarni, przy kawie, a ja już bez żadnych emocji, ale z sentymentem powiem, jak było naprawdę.
Opowiem Ci, jak radziłam sobie z każdym dniem i każdym wieczorem. Jak przetrwałam każdą noc i jakim sposobem nie zrobiłam sobie żadnej krzywdy.
Opowiem Ci, jak tamowałam łzy płynące z moich oczu i jak rozładowywałam emocje, których było mnóstwo. Zdradzę Ci, jakim sposobem przetrwałam ból odejścia i jak dokonałam tego, że normalnie funkcjonuję. Tak... Kiedyś postaram się streścić Ci te kilka lat tęsknoty, które tak mocno mnie wyniszczyły."


Aleksandra Romasłowska



Hard 2014-11-12

Nie porozmawiałam z Gosią. I've chickened out. Poza tym, obowiązuje mnie milczenie w męczącej i nurtujące, a jakże przestarzałej kwestii. Ale napisałam ten wspomniany list. Rzeczywiście było jej łatwiej mnie zrozumieć i spojrzeć na moją osobę inaczej. Pan zacny przyjaciel nie zdaje się zanadto przejmować się smutkami i przykrośćiami innymi niż swoje. Co mnie za każdym razem wkurwiało, tylko kiedyś tak bardzo nie rzucało się to  w oczy.  Nie umiemy się porozumieć. Ja wiecznie zbulwersowana studiami. Bo kurwa ile można poprawiać zjebane mapy na HIKSA czy formę pisemną, która miała być łatwa a taka się jak widać nie okazała. Wykańczam się psychicznie. Co ma się stać, żeby się zmieniło. Żeby nie wszystko szło pod górkę i nie pierdoliło się od razu. Nie wiem.. niech ktoś mi pomoże. Niech mi ktoś ześle taką osobę, która pomoże spojrzeć na wszystko inaczej. Zwłaszcza teraz. W listopad. Zimny. Ponury.


Niech się coś stanie. Dla odmiany DOBREGO!


 



zawsze coś.



e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]