Unter meiner Haut | klasycznagorzka | e-blogi.pl
Blog klasycznagorzka
Unter meiner Haut 2017-04-13

Thursday, 13th April, 2017 20:10
 
Wleciała jak burza z piorunami i co nieco Wam opowie.
Nie wiem, czy śledzicie, ale kilka dni temu był Światowy Dzień Zdrowia poświęcony depresji. W tym dniu poleciłam komuś pójście do psychologa. Komuś, kto tego niezwłocznie potrzebuje. Co z tym zrobi, jego sprawa.
Ale też zrobiłam sobie swoje osobiste zestawienie po moim długotrwałym doświadczeniu ze zbliżonym do tego zjawiskiem. Zbliżonym, bo tak naprawdę ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, czy to już dawno depresja czy długotrwały dół. Kiedy jest cholernie źle, jestem w stanie przysiąc, że to jest w rzeczy jasnej ona, ale kiedy zdarzają się momenty krótkotrwałego szczęścia, odrzucam szybko tę myśl. Niezależnie od tego, czym ten stan jest, zasiał on niemałe spustoszenie w moim życiu.

Zacznę najpierw od tych mniej przyjemnych rzeczy, by zakończyć pozytywnym akcentem.


MINUSY


1. Mam problemy z zapamiętywaniem i koncentracją. Uczę się wolniej niż kiedykolwiek, potrzebuję więcej wysiłku by coś zapamiętać. Wszystko mnie rozprasza, a najbardziej komputer, na którym muszę najwięcej pracować. Czuję się, jak starzec, który chce chodzić i biegać jak dwudziestolatek, pamięta jak to robił, ale gdy próbuje, jest świadomy, że jego ciało mu na to nie pozwala. Powłóczy kończynami, zmusza je do wysiłku- przecież siłą woli na pewno je zmusi i znów będzie pędzić z wiatrem! Nic z tego, pada zmęczony po kilku metrach. Ociera pot z czoła szmacianą chusteczką, ukradkiem i łzę. Czuje się przegrany! Ktoś go tu oszukuje! Przecież jeszcze niedawno był najlepszy w biegach w podstawówce! Kiedy to się stało?
Ja też pamiętam, kiedy byłam w stanie zapamiętywać spore ilości materiału. Teraz chce mi się płakać, kiedy nie tylko nie jestem w stanie tego przyswoić, ale również nigdy nie wykorzystam w przyszłości...Boję się, że naukowo się cofam, a największy rozwój mojego mózgu miał swoją świetność w gimnazjum i że potem następowała tylko regresja... I w konsekwencji tego ciężko jest mi się wywiązywać na czas z różnych obowiązków. Boję się, że będzie to miało wpływ na moją dalszą naukową/zawodową ścieżkę.
2. Wybrakowanie z uczuć. Stan na dzień dzisiejszy: Nie chcę niczego od nikogo. Nie jestem nikomu niczego w tej kwestii zaoferować. Niech mnie tylko nikt nie gnębi, nie poniża i nie zmusza do tego bym czuła się nikim poprzez ciągłe porównywanie się na sukcesy i związki.
W tej chwili jedyne, czego bym pragnęła jest to, by ktoś przywrócił mi stan psychiczny chociażby z drugiej klasy liceum, zanim się zaczęło to piekło, albo do drugiej gimnazjum, kiedy naprawdę chciałam się uczyć, miałam znajomych, nawet jeśli mocno ograniczonych i powierzchownych. Nie był to wprawdzie najszczęśliwszy czas, bo ja byłam tym frajerem, który odrabiał lekcje dla wszystkich, a moje wiejskie damy zbierały Walentynki od wiejskich amantów i z nimi tańczyli oni na wszystkich szkolnych dyskotekach. Ale czego nie robiło się dla uczucia przynależności nawet w tak prymitywnej społeczności, kiedy jest się w środku emocjonalną papką, która drgała za każdym razem, gdy się coś mówiło na jej temat za plecami. A nawet jeśli się nie mówiło, sama sobie to dopowiedziała i w tenże sposób wpadała w sidła własnej obsesji.
Jeszcze wtedy nie dopuszczałam myśli, że może mi się coś w naukowych kwestiach nie udać, że będę wieść życie, które znienawidzę i każdego dnia będę oglądała szczęśliwych ludzi, którzy będą na moje „wymyślone cierpienie” patrzeć z dezaprobatą. Przecież sobie wmówiła.

3. Pozrywałam sporą ilość kontaktów. Niektóre mi się osłabiły. Jedno załamanie odczułam silniej w okolicy zeszłorocznej majówki, gdy chodziło o chrzciny. Bo ja naprawdę nie chciałam obciążać się psychicznie bardziej, niż byłam w stanie to udźwignąć. Nie chciałam też robić rzeczy wbrew sobie, tylko dlatego, że „wypada”. Poskutkowało to bym, że usłyszałam podczas Świąt Bożego Narodzenia, że UWAGA CYTUJĘ! ACHTUNG ZITIERN NACH... QUOTED BY: „ rodzina się od Ciebie odwróciła, bracia się odzywać nie chcą, Szatan Cię opętał i masz do czynienia z szatanem. Bóg Ci nie dopomoże”. Piękne prawda? Z tego też powodu spędzam tegoroczne Święta Wielkanocne sama. Nie będzie mi łatwo i już to czuję po dwóch pierwszych wolnych dniach. Muszę się jednak przyzwyczajać. Nigdy nie wiadomo. Jakkolwiek cholernie potrzebowałam silnego wsparcia, tak zostałam kopnięta w dupę. Kopnijcie leżącego. Miejcie pretensje do garbatego, że ma proste dzieci!

PLUSY


Tak, takowe również się pojawiły, choć dostrzeżenie każdego z nich przyszło z niemałym trudem, ale są!



  1. Zaczęłam analizować sytuacje i ludzkie zachowania. Zastanawiać się, co zrobiłam nie tak, co mogłam inaczej- po prostu chciałam poznać różne punkty widzenia ludzi i uwarunkowania zachowań.
    2. Co za tym idzie zaczęłam również szukać w głąb siebie, stałam się wrażliwsza. Robię to, czego kiedyś nie miałam w zwyczaju- nazywam swoje uczucia. Nadal pozostaję restrykcyjna, co do swoich zasad, jednak trochę „przytemperowałam się”. Pod tym mam na myśli, że jestem mniej bezwzględna. Jestem w stanie zaakceptować pewne rzeczy, jednak to określonego stopnia. Tym samym stałam się bardziej wyrozumiała dla osób wokół.
    3. I koniec końców: Doceniam osoby, które są przy mnie na co dzień. Za to, że ktoś poświęca mi godzinę swojego życia na rozmowę telefoniczną, popisze ze mną na fb, wyjdzie na spacer lub gdzieś wyjedzie. Choć na chwilę, naprawdę poprawia mi to nastrój.
    4. Doceniam piękną pogodę. Czuję odczuwalną zmianę nastroju, dopada mnie chwilowa błogość i radość. Mam siłę jakkolwiek toczyć mój syzyfowy głaz ku górze. Chociażby do końca tego dnia.

Zum guten Letzt: Nie ignorujcie osób, które mają tendencje do częstego wpadania w zły nastrój i pesymistycznego myślenia! Wielu ludziom wydaje się, że takie jednostki rodzą się z wszczepionym chipem pt. NEGATYWNE MYŚLENIE. Czy naprawdę wszyscy uważają, że ich misją jest uprzykrzanie życia wszystkim innym przez ciągłe narzekanie? Nie należy ich pozostawiać samym sobie. Osoba w depresji jest w stanie posunąć się w ostateczności do najgorszego! Gdy mam gorszy dzień, gdy nikt nie chce mnie słuchać, albo ludzie patrzą na mnie i kiwają mi z powątpiewaniem głową, mam wrażenie, że muszę to wykrzyczeć wszystkim ludziom. Aż wypluję płuca i flaki. Z prostej przyczyny: Ludzie w tej „rzeczywistości ciągłej sprzedaży” agresywnej autopromocji i wręcz obowiązku bycia szczęśliwym wykreowanym przez wszelkie media, nie widzą miejsca dla tych, którzy za ścianami ich mieszkań, na ulicach, przystankach, za biurkiem obok, leżących obok w łóżku zmagających się każdego dnia z prozaicznymi, codziennymi czynnościami. Nie chcą widzieć ich i ich problemów. A te osoby mają ku temu swoje uzasadnione przyczyny! Nikt nie chce być nieszczęśliwy, czyż nie zostaliśmy przecież stworzeni do tego, by być szczęśliwymi? Przecież kto chce się przyjaźnić z kimś, kto ciągnie w dół, kto mówi przygnębiające rzeczy, kto nie ma nadziei na lepsze jutro? Przecież lepiej spotykać się z kimś, kto odnosi sukcesy, dużo podróżuje i na każdą okazję ma anegdotę z innej wycieczki, sypie jak z rękawa żartami. Wiem, bo przekonałam się o tym na własnej skórze, kiedy w najbardziej krytycznych momentach miałam ochotę by ktoś mnie zwinął w kaftan i pozwolił poleżeć na podłodze i popatrzeć w sufit albo gdy ze złości chciałam walić w ściany, szafy, tylko przed tym mnie powstrzymywała perspektywa złamanych rąk. Zadziwiającym trafem nikt nie miał wtedy czasu.
Po prostu dajcie im silne oparcie. Czy tego chcą, czy nie chcą. Stay, if you love.

Cieszy mnie natomiast, że coraz częściej mówi się na ten temat. Że celebryci zaczynają otwarcie przyznawać się do tego w wywiadach. Do pomocy psychologicznej. Dzięki temu problem nabierze realnych kształtów i nikt nie będzie mówił o depresji mówił, „ktoś o tym słyszał, ale nikt nigdy nie widział”. I nikt nie będzie się wstydził mówić o wizycie u psychologa, o używaniu słowa depresja podczas sytuacji towarzyskiej, jak w u moim pięknym domostwie nie istniało słowo seks. Za to i wszystkie obraźliwe, opryskliwe i obrzydliwe wyrażenia, tyczące się tematu materiały, i owszem. Ale do tego być może przy sprzyjającej okazji kiedyś wrócę.


"Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata,
za niepewność - wśród jego pewności,
za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych,
zarażając się każdym bólem,
za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna,
za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi,
bądźcie pozdrowieni.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia,
i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie,
za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością,
za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
za nieprzystosowanie do tego co jest a przystosowanie do tego co być powinno,
za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane
ukryte w was.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę,
za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk,
że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.
Bądźcie pozdrowieni
za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli
poznać wielkości tych, co przyjdą po was)
za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować,
że jesteście leczeni zamiast leczyć świat,
za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę,
za niezwykłość i samotność waszych dróg,
bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi."



Kazimierz Dąbrowski "Posłanie do Nadwrażliwych"


Z ostatniej chwili:

  1. Wysłałam zgłoszenie na wolontariat w Poczdamie. Nie wiem, co z tego wyjdzie, gdyż mogą nastąpić komplikacje w związku z obroną, ewentualnymi zaliczeniami i samym drugim etapem kwalifikacji do wolontariatu. Zobaczymy. Ale wiecie co? Przynajmniej nie będę płakała, że nie spróbowałam.

  2. Wyszarpałam moje kwalifikacje i ostatnie pieniądze. Au revoir!

  3. Licencjat. Część praktyczna. Czas przerwać zastój przed wyjazdem na Mazury!!!


 



Dodaj komentarz


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]