"Szeroko zamknę oczy nam" | klasycznagorzka | e-blogi.pl
Blog klasycznagorzka
"Szeroko zamknę oczy nam" 2017-04-07

Garść absorbujących mnie na tę chwilę rzeczy. Let's begin the story.


   Wyobraźcie sobie, jakiego doznałam mindfuck'u, gdy okazało się, że tak blisko mnie miesiącami rozgrywają się akcje, których nie jestem nawet świadoma. Działy się za moimi ścianami, na dobrze mi znanych długich, jasnych i głuchych korytarzach. Świadkami tych wydarzeń i jednocześnie powiernikami tajemnic były tu zimne i masywne parapety, drewniana podłoga obsypana popiołem papierosowym. Za drzwiami pokoi o kredowych ścianach następowały wymiany spojrzeń, słów i gestów, które często nie powinny się wydarzyć. W murach budynku, w miejscu zwanym Jasną Polaną kryje się zapewne jeszcze wiele tajemnic i zagadek, o których nie mam do tej pory pojęcia. Ale to chyba dobrze. Mój dom od 3 lat sam mnie przed nimi chroni. I czuję się w nim bezpiecznie, nawet jeżeli dzieją się dla mnie tu mało przyjemnie rzeczy. Nie bez powodu zawsze omijają mnie wszystkie afery, bójki i inne wydarzenia, które docierają do mnie pocztą pantoflową z opóźnieniem.


   Akademik jest moim domem. Nigdy w to nie wątpiłam zgaszając za każdym razem światło po innych osobach w łazience i kuchni, patrząc z politowaniem i irytacją na naszą pijacką Radę Mieszkańców, która właśnie zaśmiecała na zewnątrz teren DS. Akademik to dla mnie to nie tylko jedyne miejsce, do którego mogę wracać bez obaw, ale to również postać mojego ulubionego portiera. Mogłabym śmiało powiedzieć, że mentora duchowego, który podzielał takie same problemy młodości jak ja w tej chwili. Utworzyła się między nami nic porozumienia od pierwszego dnia, gdy przeprowadziłam się na Jasną Polanę. Głównie ujęła mnie jego wrażliwość i analityczne myślenie w kontekście zachowań ludzkich, a co najważniejsze otwartość i przyjacielskie podejście do młodzieży. Mało kto jak on wierzy, że dam sobie radę. Widzi we mnie chyba lepszą osobę niż w rzeczywistości jestem. Wierzy bardziej niż ja sama przez całe swoje dotychczasowe życie. I co najsmutniejsze: dlaczego dopiero sześćdziesięcioletni mężczyzna wie, jak wychwycić piękno kobiety oraz traktuje ją z należytym szacunkiem? Podobno mam anioła w oczach. Tak zawsze mówi. Ciekawe. Ale tak... oczy w sobie lubię najbardziej. Głównie ze względu na trudny do zdefiniowania kolor. Ich błękit przypomina mi niebo w letni dzień albo przejrzyste wody laguny. Źrenica jest zaś otoczona pomarańczową obwolutą. Tajemniczy kolor muszę przyznać.
   Tylko jak ja nie zauważałam wydarzeń skoro działy się pod moim nosem? Pomijając moją gruboskórność, zatraciłam dodatkowo gdzieś swój instynkt i dobre wyczucie sytuacji. Jeszcze kiedyś byłam w stanie wyczuć w powietrzu, że coś się dzieje.
Stosunku do osoby mi bliskiej sytuacja ta nie zmieniła. Pokazuje tylko, że pod wpływem emocji jesteśmy w stanie zrobić rzeczy, o które siebie samych nie podejrzewamy. Jak to ludziom się w jednej chwili komplikuje wszystko! A gdy górę biorą uczucia, tym bardziej. I wiecie co? Bardzo często złe i smutne rzeczy dzieją się osobom, którzy na to nie zasłużyli... Życie pisze różne scenariusze... aż strach myśleć, co będzie dalej, skoro na dobre się nie zaczęło! Relacje międzyludzkie to jakaś paranoja!

Jestem w swojej marnej egzystencji naprawdę ślepa na to co się dzieje wokół. I zaczynam w tym całym szaleństwie myśleć, ze los daje mi jakieś znaki. Bo jak inaczej wytłumaczycie mi to, że po raz n-ty raz śni mi się ciąża i wszystko z nią związane? Czasem jestem w śnie sama ciężarna, czasem obserwuję inne kobiety, czasem pojawia się w nim poród itp. To się zaczęło w liceum. W większości przypadków budziłam się zdyszana, sparaliżowana próbując zyskać rozeznanie w miejscu, w którym się w danej chwili znajdowałam. Na chwilę traciłam panowanie w kończynach. Tylko na chwilę. Już dobrze, klasycznagorzka. Dobrze. Możesz powrócić do krainy snu. Śpij już słodko. Oddech nabiera normalnego tempa, przytulam się do poduszki i pozwalam sobie odpłynąć w nieznaną otchłań. Nie wiem o niej zbyt wiele, jedynie tyle, że będzie mi w niej dobrze i nie będę się o nic martwić. Jest wielka, nie ma określonego kształtu. Przybiera taki, jak w danej chwili mi się podoba. Może być wielką łąką usłaną morzem kwiatów. Może być tak, że los próbuje mi zwiastować jakąś zmianę. Niech robi to do cholery w bardziej wyraźny sposób! Ja naprawdę jestem ślepa na tego typu przesłanki. Jedyne znaki, jakie zauważam na swojej drodze to zazwyczaj zakazy parkowania i przejście dla pieszych...


Śmieszne, bo śmieszne... otóż oświeciło mnie. Lepiej późno niż wcale, ale zawsze jestem o kroczek do przodu. Wiecie... niezmiennie od kilku lat byłam święcie przekonana, że pewien motyw, sytuacja prześladuje mnie, że ktoś specjalnie mi zsyła wszystko, co z tematem związane. I wiecie? Nieprawda. Nieprawda. Nieprawda. Po prostu jest temat coraz częściej poruszany w mediach. Jako, że ma trafić do szerokiego grona odbiorców, obija się również o moje uszy, co powoduje lekkie ukłucie w sercu. Bądź co bądź nie jest to skierowane w moją osobę. Nie jest.
A co bardziej mnie raduje, nawet jeśli wymagało ode mnie kilku lat psychicznej męki: Jestem w stanie rozmawiać z innymi ludźmi, tutaj w Warszawie o tej całej sytuacji. Gdy zrobiłam to ostatnio odczułam niesamowitą ulgę. Byłam wolna. Tylko prawda może wyzwolić.
Mówiłam o tym, jak o każdej innej rzeczy, która się może w życiu zdarzyć. Mądrzejsza, dojrzalsza ja. Do tego właśnie muszę dążyć nawet małymi kroczkami. Dzięki temu zdarzeniu być może będę kiedyś tym, kim chciałam. Silną psychicznie, twardo stąpającą i decyzywną kobietą. Mal sehen, was die Zukunft bringt.

A z uczelni też wyniosłam ostatnio jedną lekcję dla życia. Moja grupa wie, że sobie ostatnio słabiej radzę. Sama im powiedziałam, by dziewczyny wiedziały, z czego wynika moje milionowe zapytanie o pracę domową. I tym samym wysunęłam się na ostrze noża pokazując swoją słabość. Po dwóch drobnych, aczkolwiek mało przyjemnych sytuacjach zobaczyłam, że oczekuję od ludzi zbyt wiele. A przecież to była tylko prośba z mojej strony o zrozumienie. Najwidoczniej jest tak, że jeśli ktoś przez chwilę nie straci kontroli nad własnym życiem, nie znajdzie się na dnie- nie zrozumie. Może rzeczywiście powinnam przy wszystkich dostać jakiegoś ataku czy na wózku wjechać do sali, żeby spojrzano na mnie łagodniejszym wzrokiem?


Wypoczęta po weekendzie, bo zostawiłam za sobą na 2 dni wielkomiejskie życie na rzecz wielkiego, jednorodzinnego domu wyposażonego w zabytkowe meble, z ogrodem, dwoma kotami. Do pewnego momentu w życiu bardzo rozczulały mnie takie ckliwe obrazki niedzielnych obiadów, typowego rodzinnego bałaganu w domu, który wskazywał na to, że tu się mieszka i to całkiem szczęśliwie; zadbanego ogrodu z huśtawkami, piaskownicą, żywopłotem i tujami. Teraz było jednak inaczej. To wszystko nadal sprawiało na mnie wrażenie, jednak teraz nie czułam niczego. Nie czułam jak niegdyś błogiego szczęścia patrząc w niebo pełne gwiazd przy świetle ogniska w dobrym towarzystwie. Ja nawet tamtego wieczoru nie potrafiłam się upić! Nie czułam alkoholu nic a nic! Oczywiście, byłam zadowolona ze zmiany otoczenia, nawet jeśli to trwało dwa dni, jednak nie potrafiłam wykrzesać z siebie szczerej radości, no może z wyjątkiem momentu kiedy graliśmy w siatkówkę. Bardzo potrzebuję biegać, ćwiczyć, cokolwiek. I martwi mnie ten stan 'nicnieczucia'. Jak długo to może trwać? Co musiałoby sprawić, że ta skorupa pęknie? Czy to się kwalifikuje do leczenia?


Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. a miłości bym nie miał, byłbym niczym. „ 1 List do Koryntian 13- Hymn o miłości


Doniesienia z dni ostatnich:

  1. W przeciągu 3 dni muszę napisać szybko list motywacyjny na wolontariat.


  1. Majówka na Mazuraaaaaaaach! Pewna informacja! Domki zarezerwowane. Wycieczka z ludźmi z akademika! Cieszę się bardzo. Mam w końcu na co czekać, motywację do pisania tego licencjatu.

 

Sunday, 9th of April 2017


   Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. I właśnie musiałam się wpakować do niej po raz drugi, żeby odczuć prawdziwość tego powiedzenia. Czy jestem rozczarowana? Nie bardzo. Tylko się upewniłam, ile racji w tych słowach jest zawartej.
Mogę w tej chwili powiedzieć, że MIAŁAM znajomego oraz że zrywałam znajomość, by do niej potem powracać. Bardziej z sentymentu. Nigdy nie myślałam o niej w przyszłej perspektywie, nie inwestowałam w nią większych uczuć. Była to jedna z najdłuższych znajomości jaką zawarłam przez internet. Na interpalsie. Na początku no pisanie, jak pisanie. Szczerze mówiąc nie wiem, jak to się stało, że nasz kontakt utrzymał się przez 3 lata. To nawet nie przywiązanie tylko chęć popisania z kimkolwiek po angielsku. Wiem, jestem wyrachowana. I wiecie co? Żadna z moich internetowych znajomości nie była owocna. Z żadną z osób z interpalsa nie chciałam się nawet spotkać. Nie przeżywałam tych osób, bo nigdy nie miałam ich nawet zobaczyć. W przeciwieństwie do tych zawieranych w świecie realnym, nie odczuwałam straty.

Mam być szczera? Nie wyciągnęłam dla siebie żadnych wartości ani niczego dobrego płynącego z relacji. A zazwyczaj, gdy brnę coraz bardziej w relacje z innymi ludźmi, ktoś zaprasza mnie do swojego świata, uczę się czegoś dla siebie. Tutaj tego nie było. Praktycznie od listopada kłóciliśmy się tygodniami. Ja w ten sposób dowiedziałam się, że jestem zakłamana, a mój kolega nie ma żadnych benefitów z tej znajomości. Jakich benefitów KURWA? Denerwowało mnie to, że nasze rozmowy nie mają najmniejszego sensu, lecz był to jakiś szum taki jak w popsutym odbiorniku telewizora. Paplanie o niczym życiowym. Irytowało mnie inicjowanie rozmów oraz moderowanie ich. Były prowadzone w większości przeze mnie i o mnie.


Do kurwicy doprowadzało mnie naleganie, bym opowiedziała o swojej historii z T. Zablokowałam mu kontakt do mnie w każdy możliwy sposób na wiele tygodni. Naglił, wypisywał do naszej wspólnej znajomej. Głupia klasycznagorzka, która wiele do stracenia nie miała uległa. Po prostu chciałam wiedzieć, co ma mi do powiedzenia po tylu tygodniach. Głupia ja oczekiwałam całego eseju, jak to bardzo mnie potrzebuje. Marzycielska Ja. Albo raczej próżna i łasa na słowa.
Na początku niby sobie wyjaśniliśmy wszystko, co zostało zrobione i powiedziane źle. Sytuacja była poprawna przez jakiś miesiąc. Później zaczęło się mijanie, unikanie rozmów. Bo albo któreś zmęczone, czasu nie ma itd. Kiedy już był czas i pytałam o czym porozmawiamy było NOTHING. Kiedy pisałam sama długie wiadomości odbijały się one echem, bo nie chciało mu się ich czytać. Nie tego się spodziewałam. Myślałam, że kiedy się psuje obie strony dążą do tego, by to naprawić. Ten najwidoczniej uznał, że sytuacja jest stabilna i nie musi się nawet specjalnie starać. To mnie tylko upewniało, że na siłę nie można niczego sprawić. Kiedy zwróciłam mu uwagę na to, jak wyglądają nasze ostatnie rozmowy odpowiedział OKIE.
Czemu się nie udało?
Może nie dla mnie są ludzie i kultura takiego kraju.
Ja w sumie nie wiązałam żadnych planów co do tej znajomości.
Bo miałam do czynienia z zakutym na różne kwestie łbem, któremu po angielsku było za ciężko zrozumieć pewne rzeczy.
Miałam dosyć roztrzęsionego, spizganego 24 letniego chłopczyka, który mi się żali, że nie miał dziewczyny,a waginy sobie musi w internecie oglądać (tych informacji można było mi oszczędzić tak przy okazji). Który w swoim życiu przejawiał we wszystkim bierną postawę. Wiecznie rozedrgany, a jednocześnie głuchy na słowa innych.Nie mam siły potrząsać tym człowiekiem. Przepraszam, robię się strasznie nerwowa, jak nie agresywna w stosunku do takich chłopczyków. Żyję w dobie kryzysu ekonomicznego, wartości i męskości. I czekam na mój osobisty cud, który zmieni moje zdanie w tej ostatniej kwestii. A ten póki co nie nadchodzi.


Co byś zrobiła gdybyś mogła manipulować przeszłością?


Obejrzałam ostatnio „Efekt motyla”. Zrobił na mnie duże wrażenie.
Owszem zdarza się nam od czasu do czasu myśleć o alternatywnych wersjach naszego życia. Jednak przechodzimy z obecnym stanem do porządku dziennego. W końcu jak można myśleć tak wiele o czymś, co się nigdy nie wydarzy?
Nie zdawałam sobie sprawy, jak duże znaczenie dla biegu wydarzeń mają pojedyncze słowa i czyny. Że mogą wywrócić życie ludzi do góry nogami.
W takim razie na ile położenie w którym się obecnie znajduję jest zdeterminowane przez moje świadome decyzje, a na ile przez czysty przypadek? Jedyny wniosek jaki mi się nasunął był taki, że i tak się tego nie dowiem. Muszę po prostu wszystko przyjąć takie, jakim jest.
Jednak wydaje mi się, że jest parę rzeczy, które powiedziałabym samej sobie sprzed kilku lat.


  1. Niestety nie miałabym wpływu na najboleśniejszą dla mnie sytuację. Jednakże zrobiłabym wszystko, by pozbierać samą siebie o wiele szybciej. Tak, bym nie stała się uczuciowym wrakiem, jakim jestem teraz. Pozwoliła sobie na prawdziwe zainteresowanie drugim człowiekiem i przeżycie uczucia, którego łaknęła przez całe życie.




  2. Nie potraktowałabym jednej osoby na tyle hardo, by potem móc przekuć znajomość w przyjaźń. Może nawet pomogła się ogarnąć psychicznie. W tej chwili osoba ta chyba ode mnie nie potrzebuje ani dobrych słów ani pomocy ani niczego.




 Może lepiej sobie tłumaczyć, że każda z tych rzeczy miała jakiś sens? I rzeczywiście zapobiegłabym kłótniom, gorzkim wymianom zdań, przeprowadziłabym potrzebne rozmowy, ale nadal nie wybrałabym innej szkoły średniej. Znów zamieszkałabym w internacie, potem akademiku. Nie jestem jednak pewna, czy wybrałabym UW raz jeszcze. Czy zamieszkałabym w Warszawie? Poznała tam kogoś? Albo chociażby gdybym wiedziała o istnieniu drugiego wydziału lingwistyki?  Czas pokaże daleko idące skutki moich wyborów wkrótce. Najbliższe będą widoczne po obronie i ogłoszeniu wyników na wolontariat. Jutro mam deadline na wysłanie zgłoszenia.


 


 





 



Dodaj komentarz


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]