Loneliness. The tax I pay every day for the complexity of my mind. | klasycznagorzka | e-blogi.pl
Blog klasycznagorzka
Loneliness. The tax I pay every day for the complexity of my mind. 2017-03-17

Saturday, 17 March 2017 7:46 pm


Witaj, Nieznajomy.
Jeśliby uporządkować chronologicznie przebieg wydarzeń od ostatniego wpisu musiałabym cofnąć się do momentu zerwania starych zdjęć ze ściany, a potem imprezy Walentynkowej.

Nazwanie tego imprezą to może za dużo ze względu na liczebność 'ekipy' (sztuk 4), ale cieszę się, że nie musiałam tego dnia spędzać sama. Odwaliłam się tego dnia jak szczur na otwarcie kanału, zakupiłam elegancko 3 butelki wina. Jeśli mam być szczera średnio się bawiłam, ale lepszy rydz niż nic. Głównie chyba chodziło o to, że osoby, które się u mnie spotkały były jakby z różnych środowisk. Tym sposobem jedna dziewczyna praktycznie była nieobecna ciałem, bo biegała do pokoju chłopaków, w którym mieszka niby jeden, którego ona nie reflektuje. Coś chyba na zasadzie psa ogrodnika „sama nie chcesz, komuś nie dasz”.
Moja Kate zaś za bardzo zaangażowała się w przygotowaniu jedzenia i starałam się jej dotrzymywać kroku, jako 'gospodyni'. Trzecia koleżanka też jakby nie wykazywała inicjatywy do pomocy. Czułam, że popełniłam organizacyjną klapę.
I jeszcze tej samej nocy po całej „imprezie”, gdy większość populacji Warszawy oddawała się miłosnym uniesieniom, tłumaczyłam menu jakiejś restauracji, którego de facto moja szefowa nawet nie wysłała do zleceniodawcy. O jej zachowaniach, na które ostatnio brak mi słów opowiem później. I tym właśnie sposobem minęły mi kolejne chujowe Walentynki.

Dzień później zrozumiałam kolejny powód dla którego nie bawiłam się dobrze na tej imprezie. Przy rozmowie z Kate okazało się, że za mniej odpowiedzialną pracę zarabia 3x więcej pieniędzy ode mnie. Lubię ją, a tymczasem byłam na nią cholernie zła. To jest ta Kate, której zawsze wszystko się udaje i wszędzie się wkręci. Tak być nie powinno. Przyjaźnię się z nią, a sama się nakręcam, że muszę z nią konkurować.
To działo się w środku wyjątkowo długich ferii zimowych, kiedy to pisałam pracę licencjacką oraz walczyłam z nowym problemem. W trakcie tej całej swojej depresji zaniedbałam zdrowie, co mnie doprowadziło skruszoną do gabinetu Doktorka J. Tak, również się zdziwiłam patrząc na jego plakietkę. A jeszcze bardziej nie mogłam oderwać od niego samego wzroku. Ja chyba podświadomie wybieram ten sam typ urody. To urasta momentami do rangi psychozy.
„Niech ich wszystkich szlag trafi”- pomyślałam. A wiedzieć musicie, że mam niesamowitego pecha do osobników o tym imieniu.
Jak mi sam Doktorek po zdjęciu RTG powiedział trzeba powtórzyć leczenie kanałowe i założyć plomby na 3 inne zęby.
Tamten dzień generalnie był feralny. Tramwaj nr 20 zrobił mnie ewidentnie w chuja- TRASA SKRÓCONA. Później spłakana pytałam przechodniów o najkrótszą drogę do przychodni WATu, znalazłam jakiś przystanek autobusowy, za chwilę kończyła się ważność mojego biletu, a autobus jak na złość się nie pojawiał. Nie zaznajomiłam się wcześniej z drogą, toteż chciałam mieć więcej czasu w zapasie, a tymczasem przyjechałam ze sporym opóźnieniem. Ten dzień był o tyle ciężki, że kilka dni wstecz miałam dylemat co do wyjazdu na Erasmusa. Nie, nie zdecydowałam się. Odchorowywałam tę decyzję przez następne dni, później pojawiła się sprawa tego bolącego jak cholera zęba. Spóźniony autobus i na domiar wszystkiego padał deszcz. Zaczęłam z bezradności płakać i ja. Nie zważałam na to, że ludzie na mnie patrzyli. Na marną imitację człowieka, na brudną od mizernie zrobionego makijażu twarz. Na tę uczuciową amebę.

 


Wpadłam do tej przychodni mocno spóźniona (30min). Tam dowiedziałam się o wcześniej wspomnianym leczeniu kanałowym i o tym, że 6 lat temu mi pani dentystka z mojej pięknej miejscowości je ewidentnie zepsuła. Usłyszawszy cenę takiego leczenia pokonałam drogę powrotną płacząc. Wpół obejmując siedzenie i mając w poważaniu, że jestem na widoku. Tamten dzień zakończyłam z poczuciem przegranej popijając jeszcze pozostałe z walentynkowej imprezy wino przy głupawej, francuskiej komedii.
Chcąc czy nie chcąc powtórzyłam to leczenie. Równo od pierwszego do dziewiątego marca odbyłam prawie siedem wizyt (część u Doktorka, część prywatnie). Wprawdzie nieodczuwanie bólu przyniosło ogromną ulgę, ale nadal utrzymuję, że ból fizyczny jest lepszy od psychicznego. Z każdą kolejną wizytą coraz mniej odczuwałam ten ból. Nic dziwnego skoro psychicznie się źle czułam.

 


Za samo kanałowe zapłaciłam słono, a ponadto nie mogę się doprosić swoich pieniędzy od szefowej, która miga się od 5 miesięcy od zapłaty. Męczy mnie już dzwonienie co tydzień i pytanie jak płacą zleceniodawcy, a najbardziej słuchania tych samych śpiewek o tym, że wystawiła te faktury i klienci naprawdę już za parę dni zapłacą... Od miesiąca a nawet i więcej nie biorę żadnych zleceń, by kwota ta nie urosła. Chcę jedynie, aby sprawdziła moje referencje i wypłaciła ostatnie kilkaset złotych. Potem zakończymy współpracę.
Z innych bieżących rzeczy przygotowuję napisy do kolejnego filmu na wolontariat. 2 rozdziały licencjatu i morze tłumaczeń na zajęcia. Tonę w tym po pachy. Mam mało czasu i jeszcze źle nim gospodaruję i co najgorsza nikt go nie ma dla mnie.
Wpis uzupełnię. Wściekam tylko się sama na siebie, w końcu coś miałam naskrobać. Póki co mam przyblokowany umysł i „pisarsko” też jakaś bezpłodna się czuję.






"Ale kiedy myślę o okresie, gdy miałem dwadzieścia lat, pamiętam tylko, jak bardzo byłem samotny i sam. Nie miałem dziewczyny, żeby ogrzała moje ciało i serce, nie miałem też przyjaciela, z którym mógłbym szczerze porozmawiać. Codziennie nie wiedziałem, co począć, nie miałem żadnej wizji przyszłości. Przez większość czasu byłem głęboko zamknięty w sobie. Zdarzało się, że przez tydzień z nikim nie rozmawiałem. Wiodłem takie życie przez jakiś rok. To był długi rok. Nie jestem pewien, czy ten okres był srogą zimą, która pozostawiła we mnie cenne słoje" 
Haruki Murakami "Mężczyźni bez kobiet"


Dodaj komentarz


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]